Przedsiębiorstwo instalacji Sanitarnej!

3 sierpień 2007

Prezydent RP na urlopie. Premier RP na urlopie. Szef kancelarii premiera na urlopie. Wszyscy zastępcy premiera na urlopie (jaki jest sens posiadania zastępców, którzy w razie potrzeby nie zastępują?). Wielki Edukator na urlopie. Sejm… na urlopie (cóż za zaskoczenie). Przepraszamy, z powodu urlopu Polska nieczynna.

***

PiS antyreklamuje PO za pomocą kota Klakiera w czerwonej kokardzie (przecież to kot – komunista!). Według podanych w spocie danych PO otrzymuje rocznie ok. 22 mln złotych i “nic nie robi”. Za to PiS bierze ponad 24 mln zł i to, co robi, woła o pomstę do nieba. Skądinąd ironią losu wydaje się fakt, że jak na razie to PiS-owi zakwestionowano rozliczenie finansowe. Więc jak to jest z tą obłudą?

***

Polska po raz kolejny przegrała w Strasburgu (czy my w ogóle kiedykolwiek wygraliśmy). Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że w 2005 roku, władze Warszawy, na czele których wówczas stał Lech Kaczyński złamały zapisane w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka prawo do zgromadzeń, pokojowego wyrażania poglądów, oraz zakaz dyskryminacji i prawo do skutecznego środka odwoławczego. Polskie władze mają zamiar odwołać się od tej decyzji. Jak na państwo, na czele którego stoi premier – gej, Polska wykazuje się zadziwiającą homofobią. A ja nadal nie rozumiem co kogo obchodzi, jak inni uprawiają seks…

***

Szukając strony PiS-u, wpisałam pierwsze, co nasunęło mi się na myśl: www.pis.pl Dzięki temu, wreszcie wiem, co to znaczy PiS. Przedsiębiorstwo instalacji sanitarnej!


Życie jest kabaretem.

1 sierpień 2007

TVN zaprosił kilku polityków do kolejnej (ponoć już ostatniej, Alleluja) edycji Tańca z Gwiazdami. No i dobrze, miejsce klaunów jest w programie rozrywkowym, a nie we władzach państwowowych.

***

Andrzej Lepper NIE wziął łapówki. Andrzej Lepper NIE podpisał żadnego obciążającego go dokumentu. Andrzej Lepper NIE został złapany na gorącym uczynku. Andrzej Lepper NIE został postawiony w stan oskarżenia. Andrzej Lepper jaki jest, każdy widzi, ale od kiedy to w Polsce obowiązuje zasada domniemanej winy?

***

W wyniku wyjątkowo udanej, tajnej operacji, przeprowadzonej przez CBA aresztowano dwie osoby, w tym, jak się później okazało, jednego agenta specjalnego. Andrzej L., pseudonim “Były Minister Rolnictwa”, w ostatniej chwili wycofał się ze wszystkiego i jest czysty (w każdym razie w tej sprawie). Faktycznie, pełny sukces.

***

Andrzej L. vel “LiS” dowiedział się o planowanej przeciwko niemu prowokacji. Szef CBA zapewnia, że nie ma mowy o przecieku. Mówiąc krótko, tam doszło, stąd nie wyszło. Ani chybi cud.

***

Z biura zastępcy naczelnika wydziału zabezpieczeń technicznych we wrocławskiej ABW skradziono twardy dysk, monitor LCD i palmtopa. Według rzecznika krzewicieli rosyjskiego alfabetu (a, be, we…) “dysk był pusty, a palmtop zepsuty”. A monitor był pewnie porysowany gwoździem. A świastak siedzi i zawija je w te sreberka… Może po prostu sprzątaczka posprzątała? Nie ma co, bezpieczeństwo wewnętrzne mamy zapewnione na najwyższym poziomie.

***

Grupa ortodoksyjnych Żydów weszła do obozu na Majdanku przed jego zamknięcie i nie chciała go opuścić. Grupa ortodoksyjnych Żydów wyjęła z zawiasów boczną furtkę i wyłamała kłódkę do jednego z baraków. Nie, ja nie zwariowałam, te dwie informacje pochodzą z jednego artykułu, którego autor najwyraźniej nie zauważył, że wyjść i nie chcieć opuścić, nie jest synonimem do włamać się. Pomijając językowe meandry, nie bardzo rozumiem cały problem. Wtargnęli na teren obozu i zniszczyli jego własność. To nie jest żadne nieporozumienie językowe, jak usiłuje twierdzić rzecznik obozu, tylko zwyczajny wandalizm, na dodatek w miejscu szczególnym, uświęconym krwią wielu ludzi, bynajmniej nie tylko Żydów. W tej sytuacji wkracza policja, zabiera ortodoksyjnych Żydów na komisariat, po czym odstawia na lotnisko i odsyła do siebie, najlepiej z zakazem wjazdu do Polski na najbliższe parę lat, za wandalizm, niszczenie mienia i sprofanowanie miejsca pamięci. Zabawne, z jednej strony Państwo Polskie toleruje antysemickie brednie Ojca Dyrektora, z drugiej obchodzi się z Izraelem jak ze śmierdzącym jajkiem. Swoją drogą ironia losu, kiedyś przywozili ich bydlęcymi wagonami, dzisiaj włamują się po nocy.

***

Ekolodzy szaleją, UE się mądrzy, a mieszkańców trafia szlag. Kiedy Anglicy i Francuzi kopią pod dnem morskim jest dobrze. Kiedy Niemcy, Włosi czy Francuzi wykuwają w litej skale jest dobrze. Kiedy Polacy chcą poprowadzić drogę przez dolinę jest źle. Polska NIE jest skansenem czy parkiem krajobrazowym Europy. Dla przyjemności zachodniego turysty i nawiedzonego ekologa z Warszawy normalni ludzie nie będą jeździć wozami drabiniastymi, orać wołami i mieszkać w lepiankach. Nie mówiąc już o suwerenności Państwa Polskiego, które nie może nawet samowolnie podjąć decyzji o zbudowaniu drogi…

***

Polska zorganizuje Euro2012. Polska wybuduje do 2012 roku sieć autostrad, ogromne zaprzecze logistyczne, kilka nowoczesnych stadionów. Potem Edyta Górniak zaśpiewa hymn i okaże się, że jednak zna jego melodię. Następnie Jeleń okiwa Zizou, Klose zagra w reprezentacji Polski, zaś Dudek obroni karnego strzelonego przez Beckhama. No co, marzenia piękna rzecz. [Pozdrawiamy speców od autostrad, którzy zbudowali aż ZERO km dróg i kupców ze Stadionu Dziesięciolecia, jakże malowniczej wizytówki Warszawy.]


Mój dom ma być domem modlitwy, a wy czynicie z niego jaskinię zbójców.*

30 lipiec 2007

Mam coraz bardziej nieodparte wrażenie, że Kościół Katolicki przestaje panować nad pasterzami, strzegącymi trzódki bożej. Zamiast ewangelicznej zasady “kochaj bliźniego swego” mamy nienawiść, chciwość i nazbyt wygórowane, bardzo świeckie ambicje. Zamiast chrystusowego ubóstwa, widzimy luksusowe samochody, przyjęcia, i finansowe przekręty. Konkrety? Proszę bardzo:

I. Chateauneuf-du-Prałat Jankowski.

Papieska przygoda z Chateauneuf zaczęła się jeszcze w średniowieczu. Gatunek, którego nazwa (Chateauneuf) pochodzi od nazwy miejscowości, gdzie jest produkowany, został nazwany “winem papieskim” przez Jana XXII w XIV wieku. Najwyraźniej Prałat Jankowski pozazdrościł przełożonemu sprzed wieków i też zapragnął mieć swoje wino. Swoim nazwiskiem i wizerunkiem sygnuje więc australijskie Monsignore . Ciekawe, jak się ma rozprowadzanie alkoholu przez księdza do nauk Kościoła o umiarkowaniu? Wprawdzie Biblia nie zakazuje spożywania wina, a jedynie zaleca umiar, ale w świecie pełnym pokus, chociaż ksiądz mógłby dawać dobry przykład…

Jeszcze inną sprawą jest przeznaczenie zdobytych w ten sposób funduszy. Można by przypuszczać, że prałat Jankowski, zgodnie z Chrystusową zasadą “Wszystko, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili” (Mt, 24, 40), obróci zarobione pieniądze na zbożny cel. Niestety, są to płonne nadzieje, bo ksiądz prałat zapomniał najwyraźniej, że nie jest prywatnym biznesmenem, który owoce swojej pracy może przeznaczać na co tylko mu przyjdzie fantazja, ale ma służyć Bogu i ludziom. Zamiast pomocy potrzebującym będziemy więc mieli dziewiąty cud świata, czyli bursztynowy ołtarz (widać prałat pozazdrościł nie tylko Janowi XXII wina, ale też Fryderykowi I bursztynowej komnaty). Nie przeczę, jest to dzieło imponujące. Niemniej jednak w kraju, gdzie 12% społeczeństwa żyje na granicy skrajnego ubóstwa (tzw. minimum egzystencji, wynoszące w 2005 roku 387 zł na osobę wg danych GUS), taka inwestycja wydaje się nie na miejscu, mówiąc eufemistycznie.

Ogólnie rzecz biorąc, prałat Jankowski sprawia wrażenie człowieka, którego ego przerasta Himalaje. Nie wystarcza mu już unikatowy na skalę światową ołtarz, ani wino z jego wizerunkiem. Jest także fundatorem Instytutu, którego celem jest “chronienie dziedzictwa narodowego oraz tradycji niepodległościowej i solidarnościowej”, a który nosi jego imię. Z upodobaniem kolekcjonuje odznaczenia, nadawane mu czasem przez kółko wzajemnej adoracji (np. Medal Komisji Edukacji Narodowej, nadany mu przez Wielkiego Edukatora w maju 2007 roku wbrew protestom środowisk nauczycielskich). Od września 2006 sprzedaje firmowaną swoim nazwiskiem wodę mineralną. W grudniu 2006 roku urządził z okazji swoich 70 urodzin wystawne przyjęcie. Od października ruszyć ma sieć klubo – kawiarni, gdzie można będzie nabyć T-shirty z jego podobizną, oraz piwo z wizerunkiem Benedykta XVI, które ponoć ma zbliżać wiernych do Boga (no proszę, tyle lat człowiek żyje, historią Kościoła się interesuje, a nie wiedział, że w chrześcijaństwie praktykuje się tak pogańskie metody, jak szał alkoholowy mający zbliżyć do Boga…). Zaś koronnym dowodem na trapiącą prałata manię grandiosa jest pomysł nakręcenia o nim filmu, który miałby reżyserować Mel Gibson, zaś główną rolę miałby zagrać nie kto inny jak sam prałat.

Tak na marginesie:

Owoce łaski Ducha Świętego pkt. 10: Skromność (Hm…). S

iedem grzechów głównych pkt.1 Pycha, pkt.2 Chciwość (Hmmm…). 

Bez komentarza.

II. Ojciec Dyrektor wierzchem jedzie! Na kocie?

Ludzie pokazują palcami, jakim ja samochodem jeżdżę. Że mercedesem klasy S. A niby czym mam jeździć? Na krowie mam jeździć? Mogę na krowie, ale gdzie ja bym tę krowę trzymał w Radiu Maryja?

Powyższe słowa cytuję za internetowym serwisem gazety “Wprost” (zakładka ludzie/cytaty). Padły one ponoć na antenie Radia MaRyja 14 lutego 2005 roku. Precyzuję tę akurat kwestię z bardzo prostego powodu: nie jestem już w stanie stwierdzić, co jest prawdą, a co parodią. W kraju, gdzie ksiądz otwiera sieć knajp, a rząd jest sterowany radiem, wszystko jest możliwe. Jeśli jest on prawdziwy, to jest to szczyt bezczelności. Żaden człowiek nie chciałby jeździć na krowie. Sęk w tym, że rzadko który kupuje sobie zamiast krowy mercedesa klasy S, którego cena waha się od 320 000 zł do 601 000 zł (wg cennika z oficjalnej strony Mercedesa). Niezależnie zaś od tego, czy ten, jakże pełen polotu tekst, istotnie jest autorstwa Ojca Dyrektora, czy też nie, faktem pozostaje, że zarówno najsłynniejszy polski redemptorysta, jak i prałat Jankowski znani sa z zamiłowania do luksusowych pojazdów. Jak nie Maybach, to Mercedes klasy S, jak nie Mercedes to Audi A8. A mądrze mówił Boryna, że kto ma księdza w rodzie, temu bieda nie dobodzie… Nie mówiąc już o tym, że Ojciec Dyrektor jest zakonnikiem i składał śluby ubóstwa.

III. Pecunia non olet.

Nie od dziś wiadomo, że “za pieniądz lud się podli, za pieniądze ksiądz się modli”. W kwestiach finansowych Kościół jest niewiarygodnie wprost uprzywilejowany - zgodnie z KPK z 1983 roku (ach, jak ta zła komuna gnębiła biedny Kościół) jest zwolniony niemal z wszelkich opłat i podatków. Zgodnie z tekstem tego dokumentu, “Kościół katolicki na podstawie prawa wrodzonego, niezależnie od władzy świeckiej, może nabywać dobra doczesne, posiadać je, administrować i alienować, dla osiągnięcia właściwych sobie celów.” Jak rozumiem chodzi więc o zapewnienie wolności kultu. Ciężko jest mi wprawdzie zrozumieć powiązania między posiadaniem Audi A8 a wolnością wyznania (rowerem też można jeździć i odwiedzać wiernych, maluchem można, polonezem, matizem, itd.), ale w natłoku finansowych skandali związanych z Kościołem samochód wydaje się akurat najmniejszym problemem. Słynny skandal z wydawnictwem Stella Maris, niejasne interesy Ojca Dyrektora, tajemnicze powiązania Paulinów z Jasnej Góry. O ile rozumiem szukanie bogatych sponsorów, którzy mogliby wesprzeć renowację klasztoru, o tyle niektóre posunięcia wydają się dosyć wątpliwe moralnie, czy wręcz prawnie. Rozumiem wodę mineralną – cegiełkę, reklamowanie sponsorów na murach klasztoru (widać Paulini są mądrzejsi niż władze Warszawy). Zastrzeżenie wizerunku klasztoru w urzędzie patentowym, pozwalające na przejęcie kontroli nad handlem pamiątkami wydaje mi się przesadą, bo w końcu Jasna Góra nie jest prywatną własnością Paulinów, ale wspólnym dobrem wszystkich wiernych. Jednak prawdziwym skandalem są kontakty z mafią paliwową, co więcej, udzielnie dwumilionowej pożyczki jednemu z baronów paliwowych, żeby mógł zapłacić kaucję i wyjść z aresztu… Ciekawe, czy te dwa miliony były zwolnione z podatku jako pieniądze przeznaczone na cele “oświatowo – wychowawcze”, “charytatywno-opiekuńcze” czy może jako “inwestycje kościelne”, bo jeśli pochodzą z działalności gospodarczej zakonu, to tylko w ten sposób nie były opodatkowane…   

W gruncie rzeczy, wszystko to są przywary ludzkie. Dążenie do wygodnego, luksusowego życia, chęć władzy, szukanie rozgłosu, wreszcie – błądzenie. Te problemy istniały jak świat światem, i gnębiły Kościół właściwie od momentu, kiedy stał się oficjalnie działającą instytucją. Cała sytuacja nabiera cech patologii z dwóch powodów. Po pierwsze, Kościół pozwalając na działalność takiego np. Radia MaRyja traci wiarygodność wśród normalnych ludzi. Rozwydrzone, moherowe berety, dla których ewangelią są nie słowa Chrystusa, ale Ojca Dyrektora budzą niesmak i nieufność. Wysoko postawiony w hierarchi kościelnej ksiądz, który publicznie kłamie (patrz abp Wielgus), podkopuje zaufanie wiernych. Czy tacy ludzie mogą być czyimiś duchowymi przewodnikami (oczywiście poza rodziną Radia MaRyja, która wiernie wyznaje ojcodyrektorianizm)? Wiąże się z tym też druga kwestia. W każdym z powyższych przypadków, problemem nie jest czyjaś wina, ale umiejętność przyznania się do niej i naprawienia błędów. Gdyby abp Wielgus od początku przyznał się do współpracy, nie byłoby całej awantury. Gdyby przełożeni prałata Jankowskiego, czy Ojca Dyrektora w porę przykrócili nazbyt świeckie zapędy swoich podwładnych, jednoznacznie ich potępili za skandaliczne wybryki, wszystko byłoby zupełnie inaczej. Nie żyjemy w średniowieczu i nikt już nie jest bezkrytyczny wobec Kościoła. Globalizacja robi swoje i skandal, któremu kilkaset lat temu po cichu ukręcono by łeb, dziś wstrząsa całym katolickim światem, podkopując zaufanie wiernych i dając doskonałą pożywkę krytykom. A przecież wystarczy nie chować głowy w piasek. Czy trzeba było aż protestu Centrum im. Szymona Wiesenthala, żeby prowincjał zakonu redemptorystów zainteresował się “jednoosobowym organem nadzorczym, jednoosobowym organem zarządzającym i jednoosobowym organem kontrolnym” Radia MaRyja (podobno tak o. Rydzyk figuruje w dokumentach KRRiT)? Czy trzeba było skandalu na całą Europę, żeby abp Wielgus zrezygnował z objęcia nowego stanowiska? Jak można było dopuścić, żeby Legiony Radia MaRyja urządziły wówczas w kościele taką burdę?

*Mt 21 12 – 13:

A Jezus wszedł do świątyni i wyrzucił wszystkich sprzedających i kupujących w świątyni; powywracał stoły zmieniających pieniądze oraz ławki tych, którzy sprzedawali gołębie. I rzekł do nich: «Napisane jest: Mój dom ma być domem modlitwy, a wy czynicie z niego jaskinię zbójców» 

Jacek Kaczmarski “Chrystus i kupcy”:

Wynoście się natychmiast, kupcy i handlarze!
Złodzieje i żebracy śliniący brudne grosze!
Oczyścić mi posadzki! Wykadzić ołtarze!
Niech w pustym gmachu znowu zabrzmi echem poszept.

Głosu mego nie słychać! Krzyk mój znikł we wrzawie!
Co mam robić w świątyni w targ wyrosłej z gruntu?!
Krzyczeć, krzyczeć, aż gardło w krzyku tym wykrwawię!
Wierzyć, wierzyć, aż wiarę sprowadzę do buntu!


Caesar non supra grammaticos.*

3 czerwiec 2007

Cytat dnia (powiedziałabym nawet, że jest to  cytat wszechczasów): 

“Giertych pojechał po bandzie i przeginka jest tutaj oczywista”. 

Wbrew pozorom, autorem cytatu nie jest skate z blokowiska, tylko niejaki Tadeusz Cymański z Potwory i Spółka. I jakkolwiek, trudno się nie zgodzić z treścią, o tyle jednak forma wypowiedzi niekoniecznie kojarzy się z posłem RP. A nie, przepraszam, zapomniałam, że to poseł IV rp. I wszystko jasne. (Gwoli wyjaśnienia, bo kolejne osoby zwracają mi uwagę, że napisałam “rp” zamiast “RP”. Jest to z mojej strony zabieg celowy: jaka rp, takie literki). Niemniej jednak, Giertych faktycznie daje coraz lepsze popisy. 

Rozdział pierwszy: “I tylko chcę Cię ostrzec, nie wyważaj drzwi otwartych na oścież”, czyli propaganda dla ubogich.

Nie wiem, do jakiej szkoły chodził Wielki Edukator, ale powoli zaczynam się zastanawiać, czy chodził do jakiejkolwiek. Jakiej stacji by się nie włączyło, trafia się na szanownego ministra edukacji, który ciska gromy na nasz system edukacji, pozując na wybawiciela polskości, który przywraca polskim uczniom w polskich szkołach polskiego pisarza Henryka Sienkiewicz. Wszystko pięknie, niejedna osoba pewnie się na to złapie, jest tylko jeden problem, i aż mnie dziwi, że do tej pory żaden dziennikarz tego nie powiedział. Otóż, drogi Wielki Edukatorze, Sienkiewicz był w lekturze zawsze, czytała go moja Mama, która skończyła LO już jakiś czas temu, czytałam go ja, absolwentka liceum od dwóch lat, czytał go mój brat, który maturę zdał w tym roku. W podstawówce są “Krzyżacy” (“Mój ci on!”, “Danuśka! Kwiecie mój!”)  i “W pustyni i w puszczy” (“Stasiu! Stasiu!”, “Ja nie płaczę, tylko mi się oczy pocą.”), a w liceum “Potop” (“Jędruś, jam ran twoich niegodna całować!”, “Ciotkę pod lód!”) i “Quo vadis” (kWo wadis, panie Giertych, nie kuo, Uniwersytetowi im. Adama Mickiewicza w Poznaniu gratuluję genialnego absolwenta prawa, który nie zdołał się nawet nauczyć, że łacińskie zestawienie “qu” wymawia sie jako “kw”). Nie rozumiem więc czemu Giertych junior stylizuje się na Rejtana, ale może ktoś by go wreszcie uświadomił, że nie wyważa się drzwi otwartych na oścież?

Rozdział drugi: “Mickiewicz wielkim poetą był.”

Skąd w Wielkim Edukatorze taka miłość do Sienkiewicza? No cóż, jest to pisarz “idiotoodporny”. Proste historie o miłości, osadzone na tle wielkich wydarzeń historycznych, gdzie Polacy zawsze są cacy, a inni be. Najwyraźniej jednak pan minister zapomniał, że te teksty były pisane w konkretnych okolicznościach: Polska pod zaborami, więc literatura “ku pokrzepieniu serc” była jak najbardziej na miejscu. Ale dla licealisty z XXI wieku opowieść o Helenie i Janie nie ma tego uroku, jaki miała dla panienek z dobrych domów, zaczytujących się w Sienkiewiczu na początku XX wieku. Nie twierdzę, że należy go wykreślić z lektur, jest ważnym elementem naszej kultury, ale z drugiej strony nie jedynym elementem! Nie można obcinać klasyki literatury światowej, np. Goethe’go, żeby czytać kolejną powieść “ku pokrzepieniu serc”.

Rozdział trzeci: Index librorum prohibitorum.

Oto jesteśmy świadkami rewolucji, mającej na celu uzdrowienie polskiej szkoły, a rewolucja, jak to rewolucja, wymaga ofiar. Kogo więc przeznaczamy do odstrzału?

Na pierwszych ogień idzie Goethe. Zrozumiałe. Po pierwsze Szwab (Polska dla Polaków!), po drugie o szatanie pisał… Nieważne, że “Faust” jest tak bardzo moralny i religijny… Zresztą, o Wielki Edukatorze, “Fausta” wcale nie czyta się w całości, w lekturze jest tylko “Prolog”, a resztę uczeń poznaje ze streszczeń w podręczniku. (No i znowu zadaję sobie pytanie do jakiej szkoły chodził pan G. junior…)

Salwa druga: Conrad. Oczywiste. Polak, a nie pisał po polsku, znaczy zdrajca. A że świetna literatura, i podejmująca ważne kwestie? Poczytają sobie Dobraczyńskiego (a kto to?).

Salwa trzecia: Gombrowicz. Wiadomo dlaczego. Bo poseł Wierzejski go nie lubił, a jako że poseł Wierzejski wielkim znawcą literatury jest, trzeba się z jego zdaniem liczyć. No, a Wielki Edukator przeczytał trzy miesiące temu “Trans – Atlantyk” (Uniwersytetowi im. A. Mickiewicza w Poznaniu ponownie gratulujemy świetnie wykształconego absolwenta) i się przeraził. Pomijając drobny fakt, że “Trans – Atlantyku” w ogóle w lekturze nie ma, i nigdy nie było (no i znowu, do jakiej szkoły ten człowiek chodził?), to oczywiście nie możemy dopuścić, żeby Wielki Edukator się musiał bać. Ciekawe, kiedy, i czy w ogóle, przeczyta “Ferdydurke”, które w lekturze jest… Cóż, literatura niewątpliwie znacznie trudniejsza niż idiotoodporny Sienkiewicz.

[Aktualizacja postfaktowa, czyli po wprowadzeniu w życie nowego kanonu lektur:

Wielki Edukator do dziennikarki w czasie konferencji prasowej: "A pani zna bohaterów Ferdydurki?" Nie wiem co to jest Ferdydurka, ale kto temu człowiekowi dał, już nawet nie magisterkę, ale maturę?!]

Salwa czwarta: Kafka, bo co to za nazwisko? A w ogóle cały ”Proces” niezrozumiały, mroczny, niepokojący, też pewnie przestraszył Wielkiego Edukatora.

[Dla zainteresowanych, jak miał na imię Kafka? Według polskich polityków Franciszek...] 

Salwa piąta: Herling – Grudziński, no jasne. Pewnie Wielkiemu Edukatorowi skojarzyło się tak, jak oficerowi KGB w książce, Herling z Goering. No i w ogóle, tematyka rosyjska (widocznie Wielki Edukator jeszcze nie zdążył ochłonąć po “Trans – Atlantyku” i nie przeczytał “Innego świata”, i nie wie jeszcze, że antyrosyjska). Stanowczo, nie dla młodzieży.

Salwa szósta: Dostojewski, wiadomo. Rosjanin i prawosławny. Wystarczy.

Jednym słowem, wyrzucamy wielkie dzieła literatury światowej, których znajomość czyni nas prawdziwymi Europejczykami. Książki głęboko moralne, podejmujące trudne zagadnienia ludzkiej egzystencji. A co nam zostaje? 

Rozdział czwarty: Zdziwiły się OKON-ie, że PRON-cie wyrosło WRON-ie.[przyp. autorki: OKON - Obywatelskie Komitety Ocalenia Narodowego, powstały w okresie stanu wojennego organ władzy terenowej, zajmował się działalnością polityczną i propagandowąPRON - Patriotyczny Ruch Odrodzenia Narodowego, organizacja polityczna utworzona w okresie stanu wojennego przez PZPR, w celu propagandowego wykazania poparcia społeczeństwa dla polityki partiiWRON - Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, organ administrujący Polską w czasie stanu wojennego]Muszę się przyznać, że o Dobraczyńskim usłyszałam pierwszy raz w życiu od Wielkiego Edukatora. Nie wiem skąd on go wytrzasnął, ale ja bym go tak głośno nie lansowała, bo może i pisarz katolicki, ale lustracji to mógłby nie przetrwać (Dobraczyński był członkiem PRON-u).

Rozdział piąty: Cuius regio, eius religio (et litterae).**

Poza wyżej już wspomnianym Dobraczyńskim i Sienkiewiczem, młodzież może liczyć na Jana Pawła II (i o Janie Pawle II). Ale oczywiście w Polsce istnieje całkowity rozdział państwa od Kościoła, i zmiany w kanonie wcale nie są ideologiczne. A świstak siedzi, i zawija je w te sreberka… 

Rozdział szósty: Średnie wykształcenie według Romana G.

Jeszcze do niedawna, Polak ze średnim wykształceniem, to był Ktoś. To był człowiek znający największych autorów literatury polskiej i światowej, i jakkolwiek sztucznie i pompatycznie to brzmi, Europejczyk, świadom jednocześnie wartości swojego narodu. A kim będzie Absolwent giertychówki? Już dzisiaj polska matura straciła wiele ze swojej wartości. Do jej zaliczenia potrzeba 30% (ciekawe, wszystkie egzaminy zalicza min. 50%, a maturę 30%…), jednego przedmiotu można nie zdać, ustny polski jest właściwie referatem, który można przygotować w tydzień, i który w żaden sposób nie sprawdza wiedzy. Co więcej, do zaliczenia ustnej matury wystarczy 6/20, przy czym 4 punkty dostaje się automatycznie za zrobienie prezentacji w PowerPoincie. Nie ma to jak rzetelne wykształcenie. Może po prostu dawać maturę każdemu, kto zdecydował się do niej przystąpić, i nie ma problemu… 

Rozdział siódmy: Wielka Rola Kulturotwórcza Romka G.

Nie od dziś wiadomo, że Polacy to naród przekorny. Dobraczyńskiego, czy JPII w lekturze przeczytają, albo przynajmniej przekartkują streszczenie, ale z prawdziwą ochotą czytać będą to, co z kanonu zostanie wyrzucone. Wielki Edukator nie mógł więc zrobić większej reklamy Gombrowiczowi czy Dostojewskiemu. Ciekawe, czy to taki podstępny plan, czy zaślepienie ideologa? 

*Caesar non supra grammaticos – cezar nie ma władzy nad gramatykami.

**Cuius regio, eius religio (et litterae) – czyja władza, tego religia (i literatura)


Prawie jak normalny kraj cz. II, czyli niekończąca się opowieść.

31 maj 2007

Polska pani minister spraw zagranicznych, Anna Fotyga, odmówiła przyjęcia kwiatów, które wysłał jej z okazji urodzin Siergiej Ławrow, szef rosyjskiej dyplomacji. Tak, to ta sama, która zignorowała zaproszenie do Rosji. Prawie jak kultura osobista. Prawie jak dobry minister spraw zagranicznych. Prawie rozwiązujemy problemy.

***

CBA nadało akcji zatrzymania lekarza Mirosława G. pseudonim “Mengele”. Prawie jak dobry smak. Prawie jak szacunek dla ofiar Auschwitz.

***

Ogólnopolski Ruch Chrześcijański “Człowiek TAK ! Homoseksualizm NIE !” zaprotestował przeciwko doborowi gości na Sopot Festival 2007. Prawie jak demokracja. Prawie jak wolność wyboru. Prawie jak ewangeliczna zasada “Kochaj bliźniego swego”.

***

TVP wycięło z wyświetlanego serialu BBC scenę pokazującą księdza geja, tłumacząc się dobrem widza. Prawie jak wolne media. Prawie jak brak cenzury.

***

Idę się wyspowiadać Ojcu Dyrektorowi z niepopierania Przeproście i Spieprzajcie. Prawie jak duchowa więź.