Grunt to bunt

www.liberumveto.wordpress.com jest blogiem politycznym. Z góry uprzedzam, jestem komunistką, anarchistką, masonem, pedałem, żydem, wykształciuchem, łże-elitą i przedstawicielką gombrowiczowskiej Polski (skądinąd, wcale mnie to nie obraża, wręcz przeciwnie, uważam to za uroczy komplement). Nie należę do żadnej partii, i żadnej nie popieram, ani lewica, ani prawica nie mogą liczyć na łaskawość Kota Behemota.

Czemu “liberum veto”? Ponieważ wolność wyrażania swojej opinii jest podstawą demokracji. I jakkolwiek nigdy nie uważałam demokracji za najwspanialszy system (a właściwie, to w teorii wszystkie są cudowne, a praktyce wszystkie do niczego), to “jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma”, w związku z czym, będę korzystać z tego, co oferuje mi ten ustrój. Oczywiście słynne “liberum veto” jest w Polsce otoczone ponurą legendą, z uwagi na naszą tragiczną historię, i rolę, jaką to prawo w niej odegrało. Niemniej jednak, wydaje mi się, że idea sama w sobie nie była głupia, a jedynie ludzie do niej nie dorośli (no proszę, Polak jak zwykle nie potrafi uczyć się na błędach).

Kot Behemot? Jak łatwo się domyślić, lubię “Mistrza i Małgorzatę”. Kocham. Wielbię. Ubóstwiam. W ogóle jestem strasznym molem książkowym (i internetowym), a Behemot jest jednym z moich ukochanych bohaterów. Ponadto, chciałam oddać hołd Wielkiemu Edukatorowi, który “uzdrawia” polską szkołę, i zmienia listę lektur. Do Bułhakova wprawdzie jeszcze nie dotarł, ale zważywszy na fakt, że autor był Rosjaninem, a książka opowiada o Szatanie, balu, na który przybywają potępieńcy, i kobiecie, która zaprzedaje duszę, wszystko przed nami.

Blog jest reaktywacją. Wcześniej istniał na www.parisienne.blog.onet.pl , ale w końcu straciłam do onetu cierpliwość. Część postów przeniosę, ale jeśli kogoś interesuje całość, zapraszam na parisienne.

Jedna odpowiedź do “Grunt to bunt”

  1. ola mówi:

    haha, mam kota o imieniu Behemot … :D

Dodaj komentarz