Krótki przegląd wydarzeń ostatnich tygodni.

22 listopad 2007

W związku z tym, że mój komputer ostatnimi czasy jest równie chętny do współpracy jak paryskie metro, zaniedbałam co nieco politykę, skupiając się raczej na krasnoludkach rodem z Redmond. Póki co, złośliwe stwory nieco się uspokoiły, czas więc nadrobić zaległości. A działo się, oj działo.

 1. Bajka o długoPiSie.

Znacie bajkę o długoPiSie? DługoPiS nie porządził.

Długo może i nie było, ale barwnie z całą pewnością. Moimi absolutnymi faworytami byli: Wielki Edukator z jego dogłębną znajomością literatury polskiej oraz Minister Fotyga za niezwykły takt, obycie i niespotykane wprost umiejętności dyplomatyczne. No i po co Polsce jacykolwiek wrogowie, skoro ma takich rządzących?

Pomijając wszystko, jedno trzeba PiSowi przyznać: zmobilizował Polaków jak nigdy dotąd. Od lat już frekwencja wyborcza wyraźnie kulała – duża część wykształciuchów zwyczajnie wolała w niedzielę posiedzieć w domu z rodziną, zamiast iść do urn i udawać, że mamy jakikolwiek wybór. Bo czy wybór między cholerą a dżumą jest wyborem? Tymczasem, bum, pospolite ruszenie. Polskie Anglia i Irlandia masowo ruszyły do lokali wyborczych, podobnie jak te paskudne wykształciuche z wielkich miast i podstępnie sprawiły, że jedyna słuszna partia nie jest taka słuszna i z całą pewnością nie taka znowu jedyna. Alleluja. Nie, żebym wierzyła w cudowność rządów Tuska, ale może przynajmniej przestaniem robić z siebie na forum międzynarodowym idiotów jakich świat nie widział.

2. “Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym”, czyli kończ waść, wstydu oszczędź.

Były już (na szczęście) premier najwyraźniej nie bardzo się potrafi odnaleźć w nowej sytuacji – nadal absolutnie pewny swojej misji bronienia Polski przed jakimiś bliżej niezidentyfikowanymi układami, bredzi coś o Bogu i wybaczaniu. Tak, to nieładnie używać określenia “bredzi” w odniesieniu do premiera (nawet jeśli byłego). Ale jak cię widzą (słyszą w tym wypadku), tak cię piszą, a naprawdę, jak inaczej określić człowieka, który z niezachwianą pewnością informuje 38 milionów Polaków, że Bóg mu wybaczy? Prorok? Jasnowidz? Nawiasem mówiąc, pewien internauta napisał na forum onetu: Bóg wybaczy, Polacy nigdy.

3. Symbol.

W Kancelarii Premiera znaleziono pocisk przeciwpancerny, w związku z czym całe radosne towarzystwo, włącznie z nowym premierem trzeba było ewakuować. I znowu za onetem: po rządzie Kaczyńskiego został tylko symbol: niewypał!

 4. Za wolność naszą i waszą.

Ostatnimi czasy wszędzie nas pełno: jak nie Irak, to Afganistan, to znowu jakiś inny Czad. Przepiękne określenie “pokojowa misja stabilizacyjna” jest eufemizmem jakiego świat nie widział – niestety tam, gdzie wysyła się ludzi z bronią nie ma ani pokoju ani stabilizacji. Już sam fakt polskiej, zbrojnej obecności w obcym kraju uważam za hańbę. Polska, która tyle przecierpiała pod obcym butem, stała się agresorem. I nikt mnie nie przekona, że to dla czyjegoś tam dobra, że wolność, że demokracja. Demokracja z UZI ręku, wolność niesiona na skrzydłach F-16. Potem zaczęli ginąć nasi żołnierze. Teraz zaś, Polacy dali popis tejże wolności i demokracji, której u boku Ameryki nagle stali się strażnikami i urządzili Afgańczykom krwawą łaźnię w  Nangar Khel. Zeznania, jak to zwykle w takiej sytuacji są sprzeczne, ci, co strzelali mówią, że oni tylko wykonywali rozkazy (w Norymberdze też tak mówili…), dowódcy wypierają się jakiejkolwiek odpowiedzialności. Fakt pozostaje faktem, że zginęli niewinni ludzi i Polacy są zbrodniarzami wojennymi. Nawiasem mówiąc, jestem pełna podziwu dla genialnej interpretacji sądu: “nie ma wystarczających dowodów na to, że żołnierze celowo chcieli zabić cywilów. Ale strzelali, wiedząc, że tak to się może skończyć.” Nie, Wysoki Sądzie, strzelali i nie chcieli zabić. Myśleli, że to kapiszony…