Nie ma ludzi niewinnych. Są tylko źle przesłuchani.*

Serdecznie dziękuję za pomoc Świstakowi - za specjalistyczną pomoc i cierpliwość oraz Tristan - za dodatkowe wyjaśnienia.

Z każdą nową wiadomością, z każdym kolejnym pomysłem władzy, myślę, że gorzej już być nie może, po czym rzeczona władza z jakąś upiorną przekorą, udowadnia mi, jak bardzo się mylę… Tym razem Sąd Najwyższy wpadł na prawdziwie genialny pomysł: strony internetowe, które są aktualizowane częściej niż raz na rok powinny być traktowane na równi z prasą, co oznacza, że trzeba je rejestrować w sądzie, w przeciwnym bowiem wypadku, w świetle prawa są nielegalnie działającymi dziennikami lub czasopismami (lub czasopisma! to już kiedyś było…), za co grozi grzywna, a nawet ograniczenie wolności. Oznacza to, że większość działających w internecie stron, jest w świetle polskiego prawa nielegalna: począwszy od głupawych blogów trzynastolatek o dollsach i blogaskowych opowiadań o miłości, pełnych kfffiatkuff na TrAwNiKaCh (o zgrozo!), a na kończąc na hodowcach rybek akwariowych, którzy wymieniają się informacjami o karmieniu glonojadów. Zaintrygowana całą tą sprawą (a przyznaję, że na początku wzięłam to za żart), postanowiłam podpytać specjalistów, których złapałam na jednej ze stron (nie powiem jakiej, bo jeszcze też im się każą rejestrować? w końcu jako blogger jestem dziennikarzem, więc mogę sobie pozwalać – źródeł się nie zdradza). Pierwszy z zapytanych ograniczył się do stwierdzenia, że u niego w pracy cała kancelaria ma zabawę z tego przepisu (no no, wzbudza to nasze prawo szacunek, że hej), drugi podszedł do sprawy bardziej poważnie, co więcej okazał się mieć sporo doświadczenia w prawie prasowym. Tak więc, zgodnie z obowiązującą ustawą o prawie prasowym z dn. 26 stycznia 1984r. (Dz. U. z dn. 7 lutego 1984r.):

Art. 7. 1. Ustawa reguluje prasową działalność wydawniczą i dziennikarską.

2. W rozumieniu ustawy:

1) prasa oznacza publikacje periodyczne, które nie tworzą zamkniętej, jednorodnej całości, ukazujące się nie rzadziej niż raz do roku, opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem bieżącym i datą, a w szczególności: dzienniki i czasopisma, serwisy agencyjne, stałe przekazy teleksowe, biuletyny, programy radiowe i telewizyjne oraz kroniki filmowe; prasą są także wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania, w tym także rozgłośnie oraz tele- i radiowęzły zakładowe, upowszechniające publikacje periodyczne za pomocą druku, wizji, fonii lub innej techniki rozpowszechniania; prasa obejmuje również zespoły ludzi i poszczególne osoby zajmujące się działalnością dziennikarską,

2) dziennikiem jest ogólnoinformacyjny druk periodyczny lub przekaz za pomocą dźwięku oraz dźwięku i obrazu, ukazujący się częściej niż raz w tygodniu,

3) czasopismem jest druk periodyczny ukazujący się nie częściej niż raz w tygodniu, a nie rzadziej niż raz w roku; przepis ten stosuje się odpowiednio do przekazu za pomocą dźwięku oraz dźwięku i obrazu innego niż określony w pkt 2,

4) materiałem prasowym jest każdy opublikowany lub przekazany do opublikowania w prasie tekst albo obraz o charakterze informacyjnym, publicystycznym, dokumentalnym lub innym, niezależnie od środków przekazu, rodzaju, formy, przeznaczenia czy autorstwa,

5) dziennikarzem jest osoba zajmująca się redagowaniem, tworzeniem lub przygotowywaniem materiałów prasowych, pozostająca w stosunku pracy z redakcją albo zajmująca się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji,

6) redaktorem jest dziennikarz decydujący lub współdecydujący o publikacji materiałów prasowych,

7) redaktorem naczelnym jest osoba posiadająca uprawnienia do decydowania o całokształcie działalności redakcji,

8 ) redakcją jest jednostka organizująca proces przygotowywania (zbierania, oceniania i opracowywania) materiałów do publikacji w prasie. 
Wczytując się w treść ustawy można dojść do wniosku, że faktycznie wszyscy jesteśmy dziennikarzami. Jest stały tytuł, jest aktualizacją częściej niż na rok, są materiały dotyczące różnych tematów. Tylko… Z logicznego punktu widzenia wszystko to jest kompletną bzdurą, Sąd Najwyższy najwyraźniej nie nadąża za czasami. To, co kiedyś pisało się w pamiętniczku, skrzętnie chowanym w szufladzie, dzisiaj pisze się na blogu. Pewien kłopot mogą sprawiać blogi polityczne, albo o bardziej naukowym czy literackim zabarwieniu. Ale taka jest istota internetu – nieskrępowana wolność słowa. Nikt z nas nie czerpie korzyści z tego, co robi, nie jesteśmy więc dziennikarzami, dla których pisanie jest podstawą egzystencji. Robimy to dla zabawy, dla własnego widzimisię, czasem dla przyjaciół – realnych lub wirtualnych. Ale w oczach IV RP wszyscy jesteśmy przestępcami.

Z prawnego punktu widzenia, mój szanowny konsultant określił całą sprawę tak: “No cóż, Sąd Najwyższy się pomylił, bowiem nie wystarczyło mu odwagi i zrozumienia internetu, by obalić przepis. A wystarczyło skierować sprawę do Trybunału Konstytucyjnego,  celem zbadania konstytucyjności sankcji karnej – jest ewidentnie niekonstytucyjna, bo znamiona czynu nie są jasne. Pozostałby martwy przepis z wyrwanym sercem (bez sankcji). Ale SN “popełnił” wypadek przy pracy.”

Mówiąc po polsku:  pojęcie “prasa” jest bardzo szerokie i brak mu precyzyjnego określenia. Tymczasem, zgodnie z zasadą prawa karnego “nullum crimen sine lege certa” – żadnej kary, jeśli prawo nie jest jasne (tzn. jeśli nie precyzuje dokładnie jaka kara i za co). Sąd Najwyższy dostał pytanie prawne od sądu niższej instancji, czy strony internetowe podlegają rejestracji tak jak prasa – w tym wypadku chodziło o konkretny wypadek “Szycie po przemysku”. Pytanie to miało pomóc w rozstrzygnięciu czy redaktor tej internetowej publikacji, który jej nie zarejestrował, popełnił przestępstwo. SN odpowiedział, że podlegają rejestracji JEŚLI SĄ PRASĄ wg znamion ustawy. Sęk w tym, że ustawa właśnie nie precyzuje czym ta prasa jest. Sprawę powinien więc rozpatrywać nie tylko Sąd Najwyższy, tylko także (a może przede wszystkim) Trybunał Konstytucyjny. Bo to trybunał zajmuje się ocenianiem, czy prawo (ustawa) jest zgodne z Konstytucją (prawem wyższym), czy nie. A przepis karny, który grozi karą za czyn niejasno określony budzi wątpliwość, czy przypadkiem nie jest z prawem sprzeczny (nullum crimen sine lege certa). Obowiązek rejestracji byłby w rzeczywistości pustym sloganem, ponieważ nie można byłoby nikogo za niezarejestrowanie się ukarać, bo ustawa nie precyzuje co właściwie powinno być rejestrowane… Ponadto, ktoś chyba zapomniał, że w roku 1984, kiedy tę ustawę tworzono, internetu nie było, jakim prawem więc nagina się ją do czegoś, czego jej twórcy nie mieli na myśli?Pomijając jednak wszystkie meandry prawa, obawiam się tylko jednej rzeczy. Państwo polskie wykazuje się przerażającą indolencją jeśli chodzi o ściganie rzeczywistych przestępców: strona redwatch bawi się z organami ścigania w kotka i myszkę, pedofilski portal misiaczek śmieje się prawu w twarz. Tylko kiedy chodzi o czepianie się zwykłego obywatela, służby okazują się być bardzo skuteczne – a to wkroczą na teren akademika (notabene bez zgody rektora, czyli niezgodnie z prawem), a to zamkną Bogu ducha winnych tłumaczy, którzy ze swojej pracy nie czerpali żadnych korzyści… Łatwiej przymknąć studenta niż neofaszystów.

AKTUALIZACJA PONIŻEJ

***

Drugą niezmiernie fascynującą sprawą jest, tradycyjnie już, stosunek Kościoła do państwa i vice versa. Kardynał Dziwisz krytykuje Radio MaRyja, a premier broni jedynie słusznej radiostacji jak lew. O. Rydzyk organizuje spotkanie polityków. Mam strasznie dziwne wrażenie, że dostałam pomieszania zmysłów. Dlaczego, do licha ciężkiego, ksiądz wcina się w sprawy państwa, a polityk w sprawy Kościoła? Przecież to jakiś kompletny obłęd… 

P.S. Zapomniałam się pochwalić, że Kot Behemot, jak to Kot Behemot przekracza wszelkie granice i wymyka się wyobraźni ludzi i polityków. Cytując mojego speca od prawa: “ciekawy problem kolizyjno – międzynarodowy się tu pojawia: prawu którego państwa podlega witryna, pisana po polsku przez obywatela polskiego, ale zamieszkałego za granicą, a umieszczona na serwerze państwa trzeciego;) Jeśli mówię, że problem ciekawy, to znaczy – dotąd w prawie polskim nierozwiązany;)” No teraz to już zostało to prawnie udowodnione – ja się nie mieszczę w żadnych normach!

P.S.2 A dzielni internauci walczą jak mogą o swoją niezależność. Kilku blogowiczów poświęciło ciężko zarobione 40 zł i udało się do sądu z prośbą o rejestrację ich twórczości jako czasopism. No to czekamy – jakby polskie sądy miały za mało pracy, to jeszcze sobie dokładają, tworząc kompletnie bezsensowne i puste prawa. (Może i faktycznie nie mają co robić, w kraju eldorado pod rządami jedynej słusznej partii, autostrady mamy lepsze niż niemieckie, stadion narodowy przyćmił Stade de France, pokopani chłopcy od piłki nauczyli się grać i przyjmować postawę do hymnu, a Edyta Górniak poznała melodię Mazurka Dąbrowskiego…).

AKTUALIZACJA

Dzięki dyskusji, który pojawiła się w komentarzach, posprawdzałam jeszcze kilka spraw i precyzuję. SN z dniem 26 licpa br orzekł iż strona www jest dziennikiem lub czasopismem, i jako taka powinna być zarejestrowana. Uzasadnienie orzeczenia nie zostało jeszcze opublikowane – na to trzeba poczekać do 10.09 – dopiero wtedy dowiemy się, z jakich powodów SN podjął taką, a nie inną decyzję. 

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070905/prawo/prawo_a_4.html

Odpowiedzi: 16 do “Nie ma ludzi niewinnych. Są tylko źle przesłuchani.*”

  1. Olgierd mówi:

    Ogólnie racja, z następującymi uwagami:

    1) za wydawanie gazety lub czasopisma nie grozi sankcja w postaci pozbawienia wolności,
    2) art. 45 prawa prasowego był już badany przez Trybunał Konstytucyjny, TK orzekł o zgodności przepisu z ustawą zasadniczą, ponowny wniosek w tej samej sprawie jest bezprzedmiotowy,
    3) SN nie wypowiadał się na temat zagrożenia karnego (art. 45 ustawy), mówił wyłącznie – w sprawie, której nie znam (ale to chyba nie była sprawa “Gazety Bytowskiej”!) – o rejestracji gazet i czasopism.

  2. c_l_i_c_k mówi:

    wszystko dobrze, ale…
    SN nie jest OIW ramieniem IVRP
    ale furda polityka!
    czasy sie zmienily i pamietniczki trafily do sieci, fakt
    jednak o ile “pamietniczek” w szufladzie czy (po nowoczesnemu na dysku komputera jest na wlasny uzytek) to “pamietniczek” w formie wydawnictwa periodycznego na papierze lub tez zamieszczany w internecie jest juz *publikacja* tegoz “pamietniczka”. Tyle w kwestii formalnej.
    Koniecznosc bedzie chyba jednak martwa, chyba ze w lapy stosownych organow wpadnie dyskietka, na ktore Chuck Norris zgral internet.

  3. c_l_i_c_k mówi:

    przepraszam zjadlem:
    jednak o ile “pamietniczek” w szufladzie (czy po nowoczesnemu na dysku komputera jest na wlasny uzytek) jest tylko pamietniczkiem, to “pamietniczek” w formie wydawnictwa periodycznego na papierze lub tez zamieszczany w internecie jest juz *publikacja* tegoz “pamietniczka”. Tyle w kwestii formalnej.

  4. Kot Behemot mówi:

    Olgierd
    1) Art. 45 prawa prasowego:
    Kto wydaje dziennik lub czasopismo bez rejestracji albo zawieszone
    - podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
    Więc czemu uważasz, że taka sankcja nie grozi?
    2) i 3) Istotnie, wniosek ten był już badany, przeczytałam. Chodziło o sprawę czasopisma “Informator”, sprawę prowadził sąd rejonowy we Włocławku (dzięki za zwrócenie uwagi). Jednak TK badał co innego – czy nakaz rejestracji jest zgodny z przepisami dotyczącymi wolności wypowiedzi, wyrażania poglądów, itd. Ja widzę zasadność ponownego wniosku w tej sprawie (ale wypowiadam się z punktu widzenia laika) – nie chodzi o to, czy nakaz rejestracji jest ograniczeniem wolności słowa, tylko o sprecyzowanie czy prywatna twórczość internetowa (z wyłączeniem oczywiście internetowych witryn realnych pism, np. Polityki, Wprost, itd.) jest prasą i czy podlega obowiązkowi rejestracji. Nie tyle więc o zasadność art. 45, ale o sprecyzowanie czego on dotyczy. Bo rejestrowanie gazet “realnych” rozumiem jak najbardziej, ale jeśli chodzi o internet, uważam, że to stanowczo przerost formy nad treścią.

    c_l_i_c_k
    Oczywiście, SN nie jest “ramieniem” IV RP. ABW i CBA też nie. Tylko w praktyce jakoś ta teoria bankrutuje…
    Czy internetowy “pamiętniczek” jest publikacją? W sensie dosłowny tak: w końcu każdy autor zatwierdzając post, klika “publikuj”. Tylko czy to już jest prasa? Internet jest medium specyficznym, jego istota to wolność słowa – nie nieograniczona, ale ogromna. Wolność pisania tego, co Ci się podoba (pod warunkiem przestrzegania prawa), gdzie i kiedy chcesz. Poza tym, w Twoim rozumieniu, należałoby zarejestrować wszystkie blogi, bo są publikacjami. Na samym onecie jest 1 578 887 blogów. Dodaj do tego wp.pl, interie, mylog, blog.pl… Sądy już dzisiaj zawalone są pracą, wyobrażasz sobie, co by się stało, gdyby zgodnie z literą prawa, jeśli tak ją rozumieć, jak sugerujesz, wszyscy Ci ludzie zaczęli składać wnioski o rejestrację? Ponadto, ludzie zmieniają blogi – ja sama mam już trzeci, bo najpierw nie mogłam się przyzwyczaić do mylog, a potem denerwował mnie onet. To znaczy, że za każdym razem mam chodzić do sądu, wyrejestrowywać się i rejestrować od nowa (nie wspominając o opłacie 40zł za złożenie wniosku…). Czy takie blogi:
    http://straszne—historie—itp.blog.onet.pl/2,ID250727966,index.html
    takie
    http://slodziutkadziewczynka.blog.onet.pl/2,ID250726732,index.html
    czy takie
    http://blogasek-natalki.blog.onet.pl/
    też mają być rejestrowane? I przez kogo, przer rodziców tych dziewczynek? Bo żadna z nich pełnoletnia nie jest.
    Drugą podstawową zasadą netu jest anonimowość – a jeśli to publikacja to zapewne obowiązują zasady jak przy realnych czasopismach: podanie wydawcy, adresy wydawnictwa.

  5. c_l_i_c_k mówi:

    KB
    jak SN jest ramieniem IV RP, to rownie dobrze mozna powiedziec ze jest nim TK i Sejm wlasnie
    furda
    nie w moim rozumieniu blog jest prasa, tak wyobrazam sobie co by sie stalo gdyby z cala surowoscia prawa podchodzic do tego co zdaje sie zasmazyli dziennikarze – czytalas uzasadnienie do wyroku? bo podobno nie zostalo jeszcze napisane.
    Strasznie zacietrzewiasz w sojej obronie wolnosci slowa, na ktora zreszta nikt nie nastaje, nie tak ostro, bo to gorsze od giertyzmu, kaczyzmu i lerrer sie wyluzowac.
    zwlaszcza, ze dymu duzo, a ognia nie widac.
    zdrawim!
    moja koncepcaj jest inna – zakladajcie na potege nowe blogi

  6. Kot Behemot mówi:

    c_l_i_c_k
    Dopisałam uaktualnienie – jest w nim odpowiedź na Twoje pytanie o TK.
    A nie uważasz, że Sejm jest przedstawicielem IV RP? To kto Twoim zdaniem ustala prawo i te wszystkie durne przepisy? Przecież nie jeden kaczor (ani nawet nie dwa). Robi to Sejm, w którym do tej pory zwolennicy IV RP mieli większość.
    Czy to dziwne, że “zacietrzewiam się” jak mówisz w obronie swojej wolności słowa? Nasza władza wyjątkowo ostatnio nie lubi wolności słowa i dziennikarze są jak nie burzycielami demokracji, to znowu “ścierwojadami” (Dorn dzisiaj, czy to znaczy, że Dorn uważa siebie za ścierwo?) A wolność słowa jest gwarancją demokracji. Nie mam zamiaru być grzeczną owieczką, ja w tym państwie też istnieję, tu i teraz, mam swoje zdanie i mogę mówić, że to i to mi się nie podoba. Nie jestem tylko szarą masą, która raz na 5 lat idzie do urn, i tylko wtedy się ją zauważa. To nie jest zacietrzewienie. To jest chęć, żeby było lepiej, żeby wszyscy dookoła się z nas nie śmiali. Czy to źle? A ognia nie widać i pewnie go nie będzie, bo ten przepis – zgody z konstytucją czy nie – jest wyjątkowo głupawy i wprowadzenie go w życie jest praktycznie niemożliwe. Co wcale nie jest lepsze – podoba Ci się to, że prawo jest głupie, a co za tym idzie – ludzie się z niego będą śmiać (popatrz dzisiaj na wielu blogach jaki ludzie mają ubaw z tego przepisu)?

  7. c_l_i_c_k mówi:

    Pasuje!
    w innych swiatach zyjemy chyba!
    BTW
    nie ma zadnego takiego przepisu

  8. Olgierd mówi:

    Kocie Behemocie: 1) w tekście stoi, że grozi za to nawet więzienie, ja piszę, że nie grozi więzienie, na co Ty przeklejasz fragment przepisu, z którego jednoznacznie wynika, że więzienie nie grozi – ale się upierasz?!?!?!?!?
    Grozi ograniczenie wolności nie zaś pozbawienie wolności. Różnica dość zasadnicza.

    2) TK nie badał konstytucyjności obowiązku rejestrowania czasopism, lecz sankcję z art. 45 pr.prasowego (wyrok z 20 lutego 2007 r., P 1/06, OTK-A 2007/2/11), którego sentencja brzmi: “Art. 45 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. – Prawo prasowe (Dz. U. Nr 5, poz. 24, z 1988 r. Nr 41, poz. 324, z 1989 r. Nr 34, poz. 187, z 1990 r. Nr 29, poz. 173, z 1991 r. Nr 100, poz. 442, z 1996 r. Nr 114, poz. 542, z 1997 r. Nr 88, poz. 554 i Nr 121, poz. 770, z 1999 r. Nr 90, poz. 999, z 2001 r. Nr 112, poz. 1198, z 2002 r. Nr 153, poz. 1271, z 2004 r. Nr 111, poz. 1181 oraz z 2005 r. Nr 39, poz. 377) w zakresie, w jakim stanowi, że “kto wydaje dziennik lub czasopismo bez rejestracji podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności”, jest zgodny z art. 31 ust. 3 i art. 54 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej oraz z art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, sporządzonej w Rzymie dnia 4 listopada 1950 r., zmienionej następnie Protokołami nr 3, 5 i 8 oraz uzupełnionej Protokołem nr 2 (Dz. U. z 1993 r. Nr 61, poz. 284, z 1995 r. Nr 36, poz. 175, 176 i 177, z 1998 r. Nr 147, poz. 962 oraz z 2003 r. Nr 42, poz. 364).”

    Natomiast art. 7 ustawy, który mówi o obowiązku rejestracji gazet i czasopism nigdy nie był przedmiotem postępowania TK.

    3) wolność słowa w internecie niczym nie różni się od wolności słowa w gazecie drukowanej, nie wiem skąd pomysł na wywyższanie internetu kosztem innych mediów??

    4) niepełnoletność wydawcy nie zmienia faktu, że ewentualna gazeta lub czasopismo wymaga rejestracji; tak, w takiej sytuacji działają rodzice jako przedstawiciele ustawowi – podobnie jak w bardzo wielu innych sprawach (zapisywanie się do szkoły, pozywanie tatusia o alimenty, itd.)

    => clicku: nie ma obowiązku rejestrowania czegokolwiek, jeśli chcesz to zarejestrować; jest – nieco dziwaczny, przyznaję – obowiązek rejestrowania gazet lub czasopism; dziwaczny o tyle, o ile uważam, że byłoby to zasadne jako opcja dla wydawcy na zasadzie: nie chcesz ryzykować, że ktoś zakosi ci fajny tytuł – zarejestruj się.

    I zgadzam się, że takiego przepisu po prostu nie ma. Zarejestrowaniu podlega coś, co jest zdefiniowane w art. 7 pr.prasowego, nigdy wg widzimisię jakiegokolwiek, choćby najwyższego, Sądu.

  9. Kot Behemot mówi:

    Olgierd
    1)Wiesz, niezupełnie rozumiem. Przepis brzmi, że kto wydaje prasę bez rejestracji podlega karze grzywny ALBO ograniczenia wolność. Skoro jest “albo” to znaczy, że można go ukarać albo grzywną albo więzieniem, prawda? Chyba, że w tym, co znalazłam jest błąd i ten przepis brzmi inaczej?
    2)To oczywiste, że TK badał art. 45, bo to właśnie on mówi o koniecznoście rejestrowania, nie zaś art. 7 (czy z mojej wypowiedzi wynikało, że było inaczej?). Nie jestem prawnikiem, staram się to wszystko pojąć “na zdrowy rozum. TK badał “czy art. 45 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. – Prawo prasowe (Dz. U. Nr 5,
    poz. 24, ze zm.) jest zgodny z art. 31 ust. 3 i art. 54 Konstytucji
    Rzeczypospolitej Polskiej oraz z art. 10 Konwencji o ochronie praw
    człowieka i podstawowych wolności (Dz. U. z 1993 r. Nr 61, poz. 284, ze
    zm.)”. Brzmi to więc bardziej jak badanie konstytucyjności. Z uzasadnienia znowu wynika, że chodzi i o jedną i o drugą sprawę – czy państwo nakazując rejestrację i nakładając sankcje za jej brak nie narusza konstytucji. Z punktu widzenia zwyczajnego człowieka, któremu meandry prawa są obce, jest to nie do końca jasne. Niemniej jednak, mam wrażenie, że masz znacznie większą wiedzę i doświadczenie w tych kwestia, więc wierzę Ci na słowo:)
    3)Nie twierdzę, że wolność słowa w sieci jest większa – tu też obowiązuje prawo, jeśli je łamiemy, bez problemu można nas złapać, te wszystki cookies, nasz ip – organy ścigania w razie potrzeby łatwo mogą nas znaleźć. Ale w internecie, ważna jest anonimowość. Nie wobec prawa, ale między użytkownikami, między twórcą, a odbiorcą. Wiele osób, które w internecie publikuje np. wiersze, nigdy nie zrobiłoby tego, gdyby musiało opublikować swoją stronę, opatrzoną imieniem i nazwiskiem (a czy tak by nie było? Przecież jeśli www to czasopismo to chyba jak każde zarejestrowane czasopismo musi podać nazwę wydawcy, adres redakcji). Internet nie stoi więc ponad innymi mediami, ale jak każde z nich, ma swoją specyfikę. Poza tym, co z ludźmi korzystającymi z obcych serwerów? Nie podlegaja polskiemu prawu?
    4)Idea rejestrowania “blogasków” jest… No cóż, jest po prostu dziwna. Po pierwsze, spowodowałoby to prawdopodobnie zastój w polskim necie – bo ile osób będzie skłonnych wydać 40zł, żeby zadość uczynić przepisowi? Onet raczej by się nie ucieszył, gdyby wszystkie 1,5 mln blogów przeniosło się na serwery zagraniczne. Po drugie – jaki jest sens tego działania, bo tego właśnie nie mogę zrozumieć? Jak już pisałam, wobec prawa i tak i tak nie jesteśmy anonimowi. W realu rejestrowanie gazet ma o tyle sens, że np. tak jak mówisz, chodzi o uniknięcie dublowania tytułów, czyli sytuacji, gdzie ktoś podszywałby się pod sukces medialny innych. W internecie… Czy gdyby ktoś założył blog na onecie, o takim samym tytule jak mój, to byłby to plagiat, w sytuacji, gdy mój byłby zarejestrowany? Mimo że znajdują sie na innych serwisach? Mimo że znajdują się w innych krajach? Wiesz, wydaje mi sie, że to jest trochę burza w szklance wody i robienie zupełnie niepotrzebnie afery. Próba unormowania przepisami internetu, tak jak dzieje się to teraz, napotkałby milion zupełnie idiotycznych problemów. Czy nie lepiej więc zostawić status quo, bo przecież tak jak jest, źle nie jest?

  10. Olgierd mówi:

    1) LOL, ograniczenie wolności to nie to samo co pozbawienie wolności. Zwróciłem Ci na to uwagę w poprzednim komentarzu. Nie grozi więzienie, lecz ograniczenie wolności. To co innego. Więzienie to pozbawienie wolności. Pozbawienie wolności (więzienie) nie grozi.

    2) TK badał to, czy zgodna z prawem jest kara za brak rejestracji, nie badał jednak czy zgodny z konstytucją (wolność słowa) jest obowiązek rejestracji gazety lub czasopisma.

    3) Autor każdego utworu, nawet rozpowszechnionego w wydawanym “na legalu” piśmie może zastrzec jego rozpowszechnienie pod pseudonimem, czyli bez nazwiska i imienia. Fakt, że czasopismo będzie zarejestrowane – nic nie zmienia.

    4) Status quo jest zachowany, nic się nie zmienia, nie ma żadnych nowych przepisów, nikt nie poszedł do więzienia ani nie został ukarany za niezarejestrowanie blogaska, nikt się nigdzie nie wynosi.
    Co więcej – obecny stan uważam za prawidłowy, sensowny, rozsądny, dobry.
    Wystąpiłem o rejestrację mojego blogaska wyłącznie dlatego, żeby – na tyle, na ile potrafię – uciąć dywagacje: sąd mi odmówi i (tak myślałem) będę mógł to ogłosić wszem i wobec.

    Ten idiotyczny szum rozpętali dziennikarze “Rzepy” a podsycają go internauci, którzy są w znakomitej większości strasznie naiwni, a do tego bardzo panikują. Rozumiem, że parę stronek mogło mieć na tym większą klikalność (w tym ja), ale myślę, że sprawa nadaje się już do zamknięcia.

    Poczytaj zresztą tekst VaGli.

  11. Kot Behemot mówi:

    1) Teraz zrozumiałam:) Już poprawiam.
    2) Jak powiedziałam, masz w tym wyraźnie więcej doświadczenia, więc wierzę Ci na słowo.
    3) Oczywiście, że autor może się nie podpisać. Ale każda wydawana prasa musi mieć podana nazwę wydawcy (no umówmy się, że nazwą w moim wypadku jest Kot Behemot), a także adres redakcji. Naprawdę, internet, gdzie odbiorcą jest niewiadomo kto, nie jest dobrym miejscem na publikowanie prywatnego adresu:)
    4) Tak jak chyba już mówiłam – zgadzam się, że to jest burza w szklance wody, i niezależnie od wszelkich orzeczeń TK, publikach “RzePy” (ładnie:) czy internetowej paniki, nic się nie zmieni, bo te zmiany zwyczajnie są nierealne. Ale czy fakt, że prawo sobie a życie sobie jest taki w porządku?
    P.S. Całość prawdopodobnie jest jeszcze bardziej podsycana przez okres przedwyborczy, juz Pawlak np. się wypowiadał o propozycjach zmian. Może naprawdę czas zakończyć ten temat:)
    P.S.2 A masz juz odpowiedź z sądu?

  12. Olgierd mówi:

    Czuję, że postanowienie będzie nie wcześniej niż za 2 miesiące ;-) żarna sprawiedliwości mielą dość powoli – pewnie najsamprzód będą się musieli w sądzie nieźle obśmiać z tej sprawy ;-)

    Co do Twojej aktualizacji: rzeczone orzeczenie to nie robota TK, lecz postanowienie SN. Już wiem, że w sprawie kasacyjnej – i to rzucone raczej na marginesie sprawy – zatem jego “moc” jest mniej więcej taka jak nasze dygresyjne posty i komentarze na blogaskach ;-)

  13. Olgierd mówi:

    PS co do komentarza jakoby Kilku blogowiczów poświęciło ciężko zarobione 40 zł i udało się do sądu z prośbą o rejestrację ich twórczości jako czasopism. No to czekamy – jakby polskie sądy miały za mało pracy, to jeszcze sobie dokładają, tworząc kompletnie bezsensowne i puste prawa. to chciałem jeszcze dodać, że:
    1) zrobiliśmy to dla tej bezimiennej masy internautów, która się wystraszyła – po prostu co bardziej świadoma grupka ludzi postanowiła pokazać, że to totalny bzdet – wystarczy zajrzeć do Washko,
    2) sądy praw nie tworzą, sądy je co najwyżej interpretują; mam nieodmienne wrażenie, że w tej sprawie akurat prawo “stworzyli” dziennikarze, drąc szaty o coś, co darcia szat warte nie jest ;-)

  14. Olgierd mówi:

    ups, chyba nie zamknąłem jakiegoś taga ;-)

  15. Kot Behemot mówi:

    Mimo wszystko i tak podziwiam, mnie tam by sie nie chciało wydawać 40 zeta:) A internauci, jak to internauci – jutro zapomną;)

  16. Olgierd mówi:

    Cóż, troszkę zboczenie zawodowe albo sam już nie wiem co – przetestować pewne sprawy bojem. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz