Ironia historii, batalia o mundurki i Polska górą, czyli gaz stop.

Przyznam szczerze, że jestem coraz bardziej zagubiona i coraz bardziej przerażona sytuacją w Polsce. Nagrania, komisje, aresztowania, rozpanoszone służby. Wczorajszy bohater, który dzielnie budował IV Rzeczpospolitą, nagle okazuje się być podejrzanym, nikt wprawdzie do końca nie wie o co, ale dajcie mi człowieka, a znajdę paragraf. Media, które nie są propisowskie (a jakieś są, poza Radiem MaRyja i Telewizją Puls?) oskarżane są niemal o zdradę stanu i nazywane zagrożeniem dla demokracji. Jednym słowem – kto nie z nami, ten przeciwko nam, sąd sądem a sprawiedliwość musi być po naszej stronie, a demokracja jest wtedy, kiedy dzieje się po nasz myśli, a jak nie, to jest to zamach stanu. Cóż za ironia historii, że IV RP, która tak dzielnie odżegnywała się od komunizmu, nagle zaczęła przypominać najpiękniejsze lata ZSRR.

Lepper i Giertych dzielnie udają, że oni z tym rządem nie mieli nic wspólnego, a rząd kreuje się na prześladowanego męczennika, cierpiącego ku chwale ojczyzny. A nuż ktoś się na bierze?

Premier apeluje o poparcie, mówiąc, że jest gotowy rządzić tylko i imię zasad (no proszę, jednak nie chodzi o pieniądze, władza uzależnia sama w sobie). Vaclav Havel sugeruje, że w Polsce powinny odbyć się jak najszybciej demokratyczne wybory, na które zaproszeni powinni zostać międzynarodowi obserwatorzy, co w sposób bardzo jaskrawy pokazuje jak inni widzą naszą politykę. Panie Premierze, ja też apeluję: kończ Waść, wstydu oszczędź.

***

Politycy podkładają sobie świnie, podsłuchują się, straszą i obrzucają błotem, a życie toczy się dalej. W ogólnym rozgardiaszu rocznica wybuchu II Wojny Światowej przemknęła jakoś bez większego echa, chociaż TVP przynajmniej raz nie dała plamy i puściła w najlepszym czasie antenowym “Jutro idziemy do kina”, a dzisiaj w Teatrze Telewizji o 20.20 (koniec świata ani chybi, teatr telewizji o 20.20) będzie sztuka “Pierwszy września”. Niekoniecznie mili panowie z tzw. elit politycznych mogą się niekoniecznie ładnie bawić (tzn. teoretycznie nie mogą, a przynajmniej nie powinni, ale ten fakt jakoś nie ma dla nich znaczenia), a życie toczy się dalej.

Wrzesień tradycyjnie wiąże się ze szkołą, zeszyty jeszcze są ładne i niepomazane, książki pachnące nowością, a uczniowie pełni sił i dobrych chęci. Ponieważ jednak IV RP nie byłaby sobą, gdyby nie wprowadziła zamętu w każdą dziedzinę naszego życia, także szkoła nie oparła się huraganowi jedynie słusznych pomysłów. Wielki Edukator popadł w niełaskę, ale jego pomysły zostały, komplikując życie Bogu ducha winnym ludziom (no proszę, Wielki Edukator naprawdę może powiedzieć “non omnis moriar”, jego już nie na stanowisku, a dzieło jego życia trwa). Wielka batalia o kanon, godna niemal bitwy pod Grunwaldem, okazała się być raczej burzą w szklance wody. Następca Wielkiego Edukator, minister edukacji o wdzięcznym nazwisku Legutko, rozstrzygnął sprawę iście po salomonowemu, trzymając się zasady “panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. Dla wykształciuchów Gombrowicz, Dostojewski i nawet “Cesarz” Kapuścińskiego, dla Ligi Promila Rozumu – Jan Paweł II i abp Majdański. Nadal nie wiem, jak ci biedni licealiści zdołają przeczytać te wszystkie lektury (już w czteroletnim LO było ciężko, a co dopiero w trzyletnim i przy rozszerzonym kanonie), ale to są widocznie zupełnie nieistotne szczegóły.

Sprawą znacznie bardziej interesującą są mundurki. To chyba jeden z nielicznych przepisów, który sprowokował tak żywiołową reakcję społeczeństwa. Polacy podzielili się na dwa, zaciekle ze sobą walczące obozy, z których każdy potrafił podać milion argumentów za lub przeciw ujednoliceniu strojów szkolnych. Osobiście jestem “pro – mundurkowa”, chociaż rozumiem też drugą stronę, zwłaszcza protestujących uczniów. Każdy z nas jest inny, dobrze czujemy się w różnych ubraniach i kolorach. Ale z drugiej strony… Szkoła nie jest rewią mody, ani miejscem do manifestowania swojej osobowości. Przychodzimy do niej na kilka godzin dziennie, żeby czegoś się nauczyć, nie po to, że zaimponować innym strojem albo ogłosić światu fakt bycia drugą Dodą/dresiarzem/metalem/rasta czy kimkolwiek innym. Ponadto współcześni rodzice albo nie panują nad swoim dzieckiem, albo ich nic nie obchodzi, albo sami nie posiadają odpowiednio wyrobionego poczucia odpowiedniości stroju do miejsca. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że licealistka, a nawet gimnazjalistka, potrafi przyjść ubrana do szkoły w stroju godnym tirówki albo Dody na scenie (co na jedno w sumie wychodzi)? Jest to nie tylko nieestetyczne (naprawdę, nie każdy chce oglądać gołe brzuchy, pośladki i wzgórki łonowe, tym bardziej, że często nie ma na co patrzeć…*), ale też o tyle niebezpieczne, że jest to wiek, w którym hormony buzują, a szkoły mamy w końcu koedukacyjne. I jak ci biedni chłopcy mają się skoncentrować na lekcjach? Ponadto, taki mundurek to swoista “szkoła życia”. Dorośli też nie zakładają na siebie byle czego. Pani w banku ma garsonkę, agent nieruchomości garnitur, a kasjerka w supermarkecie firmowe ubranko. To wszystko są mundurki – mniej lub bardziej sformalizowane, ale jednak. Nauczenie młodych ludzi, że do każdego miejsca należy dobrać odpowiedni strój jest więc bardzo pożądane. W końcu podobno szkoła ma nie tylko uczyć, ale i wychowywać? A może jednak mundurki nie są absolutnie konieczne? Może po prostu wystarczy wpisać do regulaminu szkoły obowiązek odpowiedniego stroju (zasłonięty brzuch, zakaz eksponowania bielizny, zakaz wyzywającego makijażu)? Są to zresztą zapisy, które prawdopodobnie znajdują się w statutach większości szkół. Może czas zacząć to egzekwować?

*A propos rozebranych uczennic i “nie ma na co patrzeć” przypomniała mi się historia jeszcze z mojego LO. Pewna panienka przyszła do szkoła w stroju mocno… wyzywającym, powiedzy. Czarne kozaki na koturnie, czarna mini, obcisła, dużo odsłaniająca bluzka. W jej założeniu zapewne miało to być interesujące dla płci przeciwnej. A jaki był efekt? Jeden z moich kolegów popatrzył, po czym stwierdził: “ale ma krzywe nogi”. 

***

A tak nieco bardziej optymistycznie i z zupełnie innej beczki: Agnieszka Radwańska pokonała w US Open Marię Szarapową i przeszła do 4 rundy turnieju. Hura, wreszcie mamy porządną tenisistkę!

Dowcip okolicznościowy: Po wygraniu przez Radwańską meczu, Putin wysłał do Kaczyńskiego telegram: “Gratuluję wygranej. STOP. Gaz STOP. Ropa STOP.

Jedna odpowiedź do “Ironia historii, batalia o mundurki i Polska górą, czyli gaz stop.”

  1. maruda mówi:

    tuskos und kaczoros… oto jest pytatos

Dodaj komentarz