Groch z kapustą, czyli pozdrawiamy sojuszników, papieska nauka o wartościach, oraz polski cyrk na kółkach.

Amerykanom “zadziało się” w Iraku ok. 110 tys. karabinów AK-47, 80 tys. pistoletów, 135 tys. kamizelek kuloodpornych, 115 tys. hełmów… Pusty AK-47 waży 3,8 kg, a załadowany 4,3 kg. Czyli licząc same AK-47 Amerykanie zgubili minimum 418 ton. Duża sztuka. Ilustracja z onetu, która jak sądzę, wyjaśnia wszystko:

Machniom?

***

Prezydent USA, niejaki George W. Bush, podpisał ustawę, która znosi wizy wjazdowe do USA dla obywateli niektórych krajów, np. Czech i Estonii. Polska najwyraźniej na taki zaszczyt nie zasłużyła. No i po co się tak płaszczyć przed Ameryką, wysyłać naszych żołnierzy na wojnę, zgadzać się na tarczę antyrakietową, skoro nie tylko nie mam z tego żadnych korzyści (a wręcz same straty), ale na dodatek traktują nas jak terrorystów? Jakieś dziwnie jednostronne to partnerstwo…

***

W kwietniu 2006 roku niejaki sierżant Lawrence Hutchins dowodził grupą 7 żołnierzy, która poszukiwała w Iraku człowieka podejrzanego o terroryzm. Ponieważ go nie znaleźli, to żeby zgadzała im się sztuka, porwali sąsiada podejrzanego, 52-letniego, nieuzbrojonego człowieka, zastrzelili go, a później ułożyli przy nim broń i narzędzia, sugerujące, że podkładał ładunek wybuchowy. W ostatni piątek Hutchins został skazany przez sąd w Kalifornii na 15 lat więzienia za zabójstwo bez premedytacji. Wg słownika języka polskiego, premetydacja to “rozmysł; obmyślenie i przygotowanie naprzód jakiegoś działania, postępku o charakterze ujemnym”. Rozumiem, jakby Hutchins strzelał do kogoś i przypadkiem trafił w faceta, ale ówże dzielny stabilizator porwał niewinnego człowieka, zamordował go z zimną krwią, a później upozorował, że był to terrorysta. Jeżeli to nie jest premedytacja, to co nią jest? Jednakże adwokat Hutchinsa argumentował, że jego klient działał pod wpływem stresu (bo do nich strzelali podli Irakijczycy, zamiast stanąć pod ścianą i pozwolić się wystrzelać Hutchinsowi) i nie było to działa nie rozmyślne, tylko “błąd w dowodzeniu” (jak nie broń zgubią, to błąd w dowodzeniu, ale mamy sojuszników). Był to ostatni z serii procesów żołnierzy, cytując za onetem, ”uczestniczących w tym incydencie”. Wracając do słownika języka polskiego, incydent to “nieprzyjemne, mało ważne wydarzenie”. Ach te incydenty w trakcie misji stabilizacyjnej. Nie ma to jak eufemizmy.  

***

Benedykt XVI stwierdził, że “bogactwo nie zapewnia zbawienia, a może mu nawet poważnie zaszkodzić”, oraz że “dowodem mądrości i cnoty jest nie przywiązywać serca do dóbr tego świata, gdyż wszystko mija, wszystko może się nagle skończyć”. Jak na człowieka, który nosi czerwone mokasyny od Prady, ma specjalnie grawerowanego iPoda i reprezentuje  instytucję, dysponującą od wieków olbrzymim majątkiem na całym świecie, takie zdanie wydaje się być co najmniej nie na miejscu. Cóż, pieniądze szczęścia nie dają, mówią ci, co je mają.

***

Tenże sam Benedykt XVI przyjął na audiencji niejakiego Tadeusza R., w pewnych kręgach znanego także jako “Ojciec Dyrektor”. Udzielił błogosławieństwa wszystkiemu, co reprezentuje sobą Radio MaRyja (a koń jaki jest, każdy widzi).

Dziewięc grzechów cudzych, pkt. 3 – 8

3) Komu grzeszyć pozwalać, 4) Kogo do grzechu pobudzać, 5) Komu do grzechu pomagać, 6) W cudzym grzechu uczestniczyć, 7) Na cudzy grzech milczeć, 8) Cudzemu grzechowi nie zapobiegać

***

Przygotowania do Euro2012 posuwają się w szalonym tempie, zdążyliśmy już zmienić odpowiedzialnego za całość ministra oraz anulować przetarg na budowę stadionu narodowego. Oj, zadziwimy Europę tymi mistrzostwami, zadziwimy… [A pewnie, jak zobaczą Jarmark Europa i nasze drogi, to się tak zdziwią, że więcej do Polski nie przyjadą.]

***

Polska powinna oddać Niemcom dzieła sztuki, które znalazły się u nas na skutek II Wojny Światowej. Jak mówił Pawlak: “ludzie, trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam”.

***

Wojsko polskie wybiera się dla odmiany do Czadu. No, tam nas jeszcze nie było. Jak nie Irak, to Afganistan, teraz znowu inny Sudan, a baz wojskowych pilnują wynajęte służby ochroniarskie. Potęga militarna, nie ma co…

***

Polska polityka nieodmiennie prezentuje się jak cyrk na kółkach, nawet kabaretu nie trzeba, wystarczy obejrzeć wiadomości. Wybory będą, wyborów nie będzie, wybory będą, wyborów nie będzie, i wszyscy robią mądre miny pod tytułem “wiem, ale nie powiem”. Nareszcie się okazało, że jednak przeciek był, więc rewolucja pożera własne dzieci, głowy się sypią, a szefowie różnych służb zmieniają jak w kalejdoskopie. Premier wraca z urlopu, czy ktoś mógłby mu powiedzieć, że jak się mówi, to się otwiera usta, albo przynajmniej puszczać pod spodem podpisy, co on tam mamrocze, chociaż zwykłych ludzi i tak niewiele to obchodzi (sądząc po pewnej ulicznej sondzie, której uczestnicy w ogromnej większości prezentowali poglądy typu “wstyd, wstyd, wstyd” albo “wysłać polityków na księżyc”). Pod ostatnim pomysłem podpisuję się wszystkimi czterema kocio-behemocimi łapkami oraz ogonkiem i tym optymistycznym akcentem żegnam się i kilkam “publikuj” (w końcu są już loty kosmiczne dla prywatnych osób, jakby się naród złożył i wykupił one way ticket, to byłoby idealnie. Tylko niech Ojciec Dyrektor nie urządza zbiórki, bo wyjdziemy na tym jak pewna stocznia).

Aktualizacja z ostatniej chwili:

Po czterech godzinach negocjacji dwie wrogie partie dały PO-PiS i stwierdziły, że koniecznie trzeba przeprowadzić nowe wybory. Potwory i Spółka nawet rozumiem, Komisja Wyborcza im wisi nad głową jako ten miecz Damoklesa, a jak będą nowe wybory, to pewnie im to jakoś ulgowo przejdzie (czego nie rozumiem, powinni nie tylko stracić subwencje, ale w ogóle dostać zakaz startu w wyborach,  bo przyjmują pieniądze od osób, od których nie powinni, sportowca stosującego doping wyklucza się z wyścigu), a PO dla odmiany dorwie się do władzy juz teraz, a nie za ileś tam. W ten sposób wszyscy będą szczęśliwi, a obywatel jak zawsze biedny.

Dodaj komentarz