Mój dom ma być domem modlitwy, a wy czynicie z niego jaskinię zbójców.*

30 lipiec 2007

Mam coraz bardziej nieodparte wrażenie, że Kościół Katolicki przestaje panować nad pasterzami, strzegącymi trzódki bożej. Zamiast ewangelicznej zasady “kochaj bliźniego swego” mamy nienawiść, chciwość i nazbyt wygórowane, bardzo świeckie ambicje. Zamiast chrystusowego ubóstwa, widzimy luksusowe samochody, przyjęcia, i finansowe przekręty. Konkrety? Proszę bardzo:

I. Chateauneuf-du-Prałat Jankowski.

Papieska przygoda z Chateauneuf zaczęła się jeszcze w średniowieczu. Gatunek, którego nazwa (Chateauneuf) pochodzi od nazwy miejscowości, gdzie jest produkowany, został nazwany “winem papieskim” przez Jana XXII w XIV wieku. Najwyraźniej Prałat Jankowski pozazdrościł przełożonemu sprzed wieków i też zapragnął mieć swoje wino. Swoim nazwiskiem i wizerunkiem sygnuje więc australijskie Monsignore . Ciekawe, jak się ma rozprowadzanie alkoholu przez księdza do nauk Kościoła o umiarkowaniu? Wprawdzie Biblia nie zakazuje spożywania wina, a jedynie zaleca umiar, ale w świecie pełnym pokus, chociaż ksiądz mógłby dawać dobry przykład…

Jeszcze inną sprawą jest przeznaczenie zdobytych w ten sposób funduszy. Można by przypuszczać, że prałat Jankowski, zgodnie z Chrystusową zasadą “Wszystko, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili” (Mt, 24, 40), obróci zarobione pieniądze na zbożny cel. Niestety, są to płonne nadzieje, bo ksiądz prałat zapomniał najwyraźniej, że nie jest prywatnym biznesmenem, który owoce swojej pracy może przeznaczać na co tylko mu przyjdzie fantazja, ale ma służyć Bogu i ludziom. Zamiast pomocy potrzebującym będziemy więc mieli dziewiąty cud świata, czyli bursztynowy ołtarz (widać prałat pozazdrościł nie tylko Janowi XXII wina, ale też Fryderykowi I bursztynowej komnaty). Nie przeczę, jest to dzieło imponujące. Niemniej jednak w kraju, gdzie 12% społeczeństwa żyje na granicy skrajnego ubóstwa (tzw. minimum egzystencji, wynoszące w 2005 roku 387 zł na osobę wg danych GUS), taka inwestycja wydaje się nie na miejscu, mówiąc eufemistycznie.

Ogólnie rzecz biorąc, prałat Jankowski sprawia wrażenie człowieka, którego ego przerasta Himalaje. Nie wystarcza mu już unikatowy na skalę światową ołtarz, ani wino z jego wizerunkiem. Jest także fundatorem Instytutu, którego celem jest “chronienie dziedzictwa narodowego oraz tradycji niepodległościowej i solidarnościowej”, a który nosi jego imię. Z upodobaniem kolekcjonuje odznaczenia, nadawane mu czasem przez kółko wzajemnej adoracji (np. Medal Komisji Edukacji Narodowej, nadany mu przez Wielkiego Edukatora w maju 2007 roku wbrew protestom środowisk nauczycielskich). Od września 2006 sprzedaje firmowaną swoim nazwiskiem wodę mineralną. W grudniu 2006 roku urządził z okazji swoich 70 urodzin wystawne przyjęcie. Od października ruszyć ma sieć klubo – kawiarni, gdzie można będzie nabyć T-shirty z jego podobizną, oraz piwo z wizerunkiem Benedykta XVI, które ponoć ma zbliżać wiernych do Boga (no proszę, tyle lat człowiek żyje, historią Kościoła się interesuje, a nie wiedział, że w chrześcijaństwie praktykuje się tak pogańskie metody, jak szał alkoholowy mający zbliżyć do Boga…). Zaś koronnym dowodem na trapiącą prałata manię grandiosa jest pomysł nakręcenia o nim filmu, który miałby reżyserować Mel Gibson, zaś główną rolę miałby zagrać nie kto inny jak sam prałat.

Tak na marginesie:

Owoce łaski Ducha Świętego pkt. 10: Skromność (Hm…). S

iedem grzechów głównych pkt.1 Pycha, pkt.2 Chciwość (Hmmm…). 

Bez komentarza.

II. Ojciec Dyrektor wierzchem jedzie! Na kocie?

Ludzie pokazują palcami, jakim ja samochodem jeżdżę. Że mercedesem klasy S. A niby czym mam jeździć? Na krowie mam jeździć? Mogę na krowie, ale gdzie ja bym tę krowę trzymał w Radiu Maryja?

Powyższe słowa cytuję za internetowym serwisem gazety “Wprost” (zakładka ludzie/cytaty). Padły one ponoć na antenie Radia MaRyja 14 lutego 2005 roku. Precyzuję tę akurat kwestię z bardzo prostego powodu: nie jestem już w stanie stwierdzić, co jest prawdą, a co parodią. W kraju, gdzie ksiądz otwiera sieć knajp, a rząd jest sterowany radiem, wszystko jest możliwe. Jeśli jest on prawdziwy, to jest to szczyt bezczelności. Żaden człowiek nie chciałby jeździć na krowie. Sęk w tym, że rzadko który kupuje sobie zamiast krowy mercedesa klasy S, którego cena waha się od 320 000 zł do 601 000 zł (wg cennika z oficjalnej strony Mercedesa). Niezależnie zaś od tego, czy ten, jakże pełen polotu tekst, istotnie jest autorstwa Ojca Dyrektora, czy też nie, faktem pozostaje, że zarówno najsłynniejszy polski redemptorysta, jak i prałat Jankowski znani sa z zamiłowania do luksusowych pojazdów. Jak nie Maybach, to Mercedes klasy S, jak nie Mercedes to Audi A8. A mądrze mówił Boryna, że kto ma księdza w rodzie, temu bieda nie dobodzie… Nie mówiąc już o tym, że Ojciec Dyrektor jest zakonnikiem i składał śluby ubóstwa.

III. Pecunia non olet.

Nie od dziś wiadomo, że “za pieniądz lud się podli, za pieniądze ksiądz się modli”. W kwestiach finansowych Kościół jest niewiarygodnie wprost uprzywilejowany - zgodnie z KPK z 1983 roku (ach, jak ta zła komuna gnębiła biedny Kościół) jest zwolniony niemal z wszelkich opłat i podatków. Zgodnie z tekstem tego dokumentu, “Kościół katolicki na podstawie prawa wrodzonego, niezależnie od władzy świeckiej, może nabywać dobra doczesne, posiadać je, administrować i alienować, dla osiągnięcia właściwych sobie celów.” Jak rozumiem chodzi więc o zapewnienie wolności kultu. Ciężko jest mi wprawdzie zrozumieć powiązania między posiadaniem Audi A8 a wolnością wyznania (rowerem też można jeździć i odwiedzać wiernych, maluchem można, polonezem, matizem, itd.), ale w natłoku finansowych skandali związanych z Kościołem samochód wydaje się akurat najmniejszym problemem. Słynny skandal z wydawnictwem Stella Maris, niejasne interesy Ojca Dyrektora, tajemnicze powiązania Paulinów z Jasnej Góry. O ile rozumiem szukanie bogatych sponsorów, którzy mogliby wesprzeć renowację klasztoru, o tyle niektóre posunięcia wydają się dosyć wątpliwe moralnie, czy wręcz prawnie. Rozumiem wodę mineralną – cegiełkę, reklamowanie sponsorów na murach klasztoru (widać Paulini są mądrzejsi niż władze Warszawy). Zastrzeżenie wizerunku klasztoru w urzędzie patentowym, pozwalające na przejęcie kontroli nad handlem pamiątkami wydaje mi się przesadą, bo w końcu Jasna Góra nie jest prywatną własnością Paulinów, ale wspólnym dobrem wszystkich wiernych. Jednak prawdziwym skandalem są kontakty z mafią paliwową, co więcej, udzielnie dwumilionowej pożyczki jednemu z baronów paliwowych, żeby mógł zapłacić kaucję i wyjść z aresztu… Ciekawe, czy te dwa miliony były zwolnione z podatku jako pieniądze przeznaczone na cele “oświatowo – wychowawcze”, “charytatywno-opiekuńcze” czy może jako “inwestycje kościelne”, bo jeśli pochodzą z działalności gospodarczej zakonu, to tylko w ten sposób nie były opodatkowane…   

W gruncie rzeczy, wszystko to są przywary ludzkie. Dążenie do wygodnego, luksusowego życia, chęć władzy, szukanie rozgłosu, wreszcie – błądzenie. Te problemy istniały jak świat światem, i gnębiły Kościół właściwie od momentu, kiedy stał się oficjalnie działającą instytucją. Cała sytuacja nabiera cech patologii z dwóch powodów. Po pierwsze, Kościół pozwalając na działalność takiego np. Radia MaRyja traci wiarygodność wśród normalnych ludzi. Rozwydrzone, moherowe berety, dla których ewangelią są nie słowa Chrystusa, ale Ojca Dyrektora budzą niesmak i nieufność. Wysoko postawiony w hierarchi kościelnej ksiądz, który publicznie kłamie (patrz abp Wielgus), podkopuje zaufanie wiernych. Czy tacy ludzie mogą być czyimiś duchowymi przewodnikami (oczywiście poza rodziną Radia MaRyja, która wiernie wyznaje ojcodyrektorianizm)? Wiąże się z tym też druga kwestia. W każdym z powyższych przypadków, problemem nie jest czyjaś wina, ale umiejętność przyznania się do niej i naprawienia błędów. Gdyby abp Wielgus od początku przyznał się do współpracy, nie byłoby całej awantury. Gdyby przełożeni prałata Jankowskiego, czy Ojca Dyrektora w porę przykrócili nazbyt świeckie zapędy swoich podwładnych, jednoznacznie ich potępili za skandaliczne wybryki, wszystko byłoby zupełnie inaczej. Nie żyjemy w średniowieczu i nikt już nie jest bezkrytyczny wobec Kościoła. Globalizacja robi swoje i skandal, któremu kilkaset lat temu po cichu ukręcono by łeb, dziś wstrząsa całym katolickim światem, podkopując zaufanie wiernych i dając doskonałą pożywkę krytykom. A przecież wystarczy nie chować głowy w piasek. Czy trzeba było aż protestu Centrum im. Szymona Wiesenthala, żeby prowincjał zakonu redemptorystów zainteresował się “jednoosobowym organem nadzorczym, jednoosobowym organem zarządzającym i jednoosobowym organem kontrolnym” Radia MaRyja (podobno tak o. Rydzyk figuruje w dokumentach KRRiT)? Czy trzeba było skandalu na całą Europę, żeby abp Wielgus zrezygnował z objęcia nowego stanowiska? Jak można było dopuścić, żeby Legiony Radia MaRyja urządziły wówczas w kościele taką burdę?

*Mt 21 12 – 13:

A Jezus wszedł do świątyni i wyrzucił wszystkich sprzedających i kupujących w świątyni; powywracał stoły zmieniających pieniądze oraz ławki tych, którzy sprzedawali gołębie. I rzekł do nich: «Napisane jest: Mój dom ma być domem modlitwy, a wy czynicie z niego jaskinię zbójców» 

Jacek Kaczmarski “Chrystus i kupcy”:

Wynoście się natychmiast, kupcy i handlarze!
Złodzieje i żebracy śliniący brudne grosze!
Oczyścić mi posadzki! Wykadzić ołtarze!
Niech w pustym gmachu znowu zabrzmi echem poszept.

Głosu mego nie słychać! Krzyk mój znikł we wrzawie!
Co mam robić w świątyni w targ wyrosłej z gruntu?!
Krzyczeć, krzyczeć, aż gardło w krzyku tym wykrwawię!
Wierzyć, wierzyć, aż wiarę sprowadzę do buntu!