Polska została organizatorem Euro 2012. Widzę trzy wyjaśnienia tego cudu natury: Platini przegrał z Bońkiem zakład, Platini obiecał to Bońkowi po pijaku, ewentualnie same mistrzostwa są przedmiotem zakładu między Platinim a Bońkiem: uda im się czy nie? Mówiąc szczerze, mam dosyć ponure przewidywania co do sukcesu całej tej akcji… (Kassandra, Kassssssssnaaaaaadraaaaa…) Najpierw pokłócą się wszystkie partie, potem Polska pokłóci się z Ukrainą o cmentarz Orląt Lwowski, Chmielnickiego, Stiepana Banderę i akcję “Wisła”, potem zaginą pieniądze na budowę stadionów (a właściwie nie tyle zaginą, co się nigdy nie znajdą), potem turyści zabiją się na polskich drogach, i utkną na polsko – ukraińskich przejściach granicznych, a mecz finałowy zostanie rozegrany na stadionie dziesięciolecia między Azerbejdżanem a Wietnamem… Ani Polska ani Ukraina nie dysponują: stadionami, drogami (jakoś po mieście i między stadionami Ci ludzie muszą się poruszać), żadnym zapleczem logistycznym (hoteli tyle, co kot napłakał, PKP są w takim stanie, że… no comment, nie mówiąc już o tym, że jak ktoś zobaczy Dworzec Centralny, albo co gorsza Dworzec Wschodni to ucieknie z krzykiem…; żadnych parkingów przy drogach, etc., etc.). Naprawdę ktoś wierzy, że to się uda? Z internetowych dyskusji, kilka najpiękniejszych pomysłów:
1. zburzmy sejm i na jego miejscu zbudujmy stadion
2. rozegrajmy mecz finałowy w świątyni opatrzności bożej
3. pomarańczowe kaczki na maskotki mistrzostw:)
4. Edzia do hymnu (w końcu ma jeszcze trochę czasu, może zdoła się nauczyć?)