Serdecznie dziękuję za pomoc Świstakowi - za specjalistyczną pomoc i cierpliwość oraz Tristan - za dodatkowe wyjaśnienia.
Z każdą nową wiadomością, z każdym kolejnym pomysłem władzy, myślę, że gorzej już być nie może, po czym rzeczona władza z jakąś upiorną przekorą, udowadnia mi, jak bardzo się mylę… Tym razem Sąd Najwyższy wpadł na prawdziwie genialny pomysł: strony internetowe, które są aktualizowane częściej niż raz na rok powinny być traktowane na równi z prasą, co oznacza, że trzeba je rejestrować w sądzie, w przeciwnym bowiem wypadku, w świetle prawa są nielegalnie działającymi dziennikami lub czasopismami (lub czasopisma! to już kiedyś było…), za co grozi grzywna, a nawet ograniczenie wolności. Oznacza to, że większość działających w internecie stron, jest w świetle polskiego prawa nielegalna: począwszy od głupawych blogów trzynastolatek o dollsach i blogaskowych opowiadań o miłości, pełnych kfffiatkuff na TrAwNiKaCh (o zgrozo!), a na kończąc na hodowcach rybek akwariowych, którzy wymieniają się informacjami o karmieniu glonojadów. Zaintrygowana całą tą sprawą (a przyznaję, że na początku wzięłam to za żart), postanowiłam podpytać specjalistów, których złapałam na jednej ze stron (nie powiem jakiej, bo jeszcze też im się każą rejestrować? w końcu jako blogger jestem dziennikarzem, więc mogę sobie pozwalać – źródeł się nie zdradza). Pierwszy z zapytanych ograniczył się do stwierdzenia, że u niego w pracy cała kancelaria ma zabawę z tego przepisu (no no, wzbudza to nasze prawo szacunek, że hej), drugi podszedł do sprawy bardziej poważnie, co więcej okazał się mieć sporo doświadczenia w prawie prasowym. Tak więc, zgodnie z obowiązującą ustawą o prawie prasowym z dn. 26 stycznia 1984r. (Dz. U. z dn. 7 lutego 1984r.):
Art. 7. 1. Ustawa reguluje prasową działalność wydawniczą i dziennikarską.
2. W rozumieniu ustawy:
1) prasa oznacza publikacje periodyczne, które nie tworzą zamkniętej, jednorodnej całości, ukazujące się nie rzadziej niż raz do roku, opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem bieżącym i datą, a w szczególności: dzienniki i czasopisma, serwisy agencyjne, stałe przekazy teleksowe, biuletyny, programy radiowe i telewizyjne oraz kroniki filmowe; prasą są także wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania, w tym także rozgłośnie oraz tele- i radiowęzły zakładowe, upowszechniające publikacje periodyczne za pomocą druku, wizji, fonii lub innej techniki rozpowszechniania; prasa obejmuje również zespoły ludzi i poszczególne osoby zajmujące się działalnością dziennikarską,
2) dziennikiem jest ogólnoinformacyjny druk periodyczny lub przekaz za pomocą dźwięku oraz dźwięku i obrazu, ukazujący się częściej niż raz w tygodniu,
3) czasopismem jest druk periodyczny ukazujący się nie częściej niż raz w tygodniu, a nie rzadziej niż raz w roku; przepis ten stosuje się odpowiednio do przekazu za pomocą dźwięku oraz dźwięku i obrazu innego niż określony w pkt 2,
4) materiałem prasowym jest każdy opublikowany lub przekazany do opublikowania w prasie tekst albo obraz o charakterze informacyjnym, publicystycznym, dokumentalnym lub innym, niezależnie od środków przekazu, rodzaju, formy, przeznaczenia czy autorstwa,
5) dziennikarzem jest osoba zajmująca się redagowaniem, tworzeniem lub przygotowywaniem materiałów prasowych, pozostająca w stosunku pracy z redakcją albo zajmująca się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji,
6) redaktorem jest dziennikarz decydujący lub współdecydujący o publikacji materiałów prasowych,
7) redaktorem naczelnym jest osoba posiadająca uprawnienia do decydowania o całokształcie działalności redakcji,
8 ) redakcją jest jednostka organizująca proces przygotowywania (zbierania, oceniania i opracowywania) materiałów do publikacji w prasie.
Wczytując się w treść ustawy można dojść do wniosku, że faktycznie wszyscy jesteśmy dziennikarzami. Jest stały tytuł, jest aktualizacją częściej niż na rok, są materiały dotyczące różnych tematów. Tylko… Z logicznego punktu widzenia wszystko to jest kompletną bzdurą, Sąd Najwyższy najwyraźniej nie nadąża za czasami. To, co kiedyś pisało się w pamiętniczku, skrzętnie chowanym w szufladzie, dzisiaj pisze się na blogu. Pewien kłopot mogą sprawiać blogi polityczne, albo o bardziej naukowym czy literackim zabarwieniu. Ale taka jest istota internetu – nieskrępowana wolność słowa. Nikt z nas nie czerpie korzyści z tego, co robi, nie jesteśmy więc dziennikarzami, dla których pisanie jest podstawą egzystencji. Robimy to dla zabawy, dla własnego widzimisię, czasem dla przyjaciół – realnych lub wirtualnych. Ale w oczach IV RP wszyscy jesteśmy przestępcami.
Z prawnego punktu widzenia, mój szanowny konsultant określił całą sprawę tak: “No cóż, Sąd Najwyższy się pomylił, bowiem nie wystarczyło mu odwagi i zrozumienia internetu, by obalić przepis. A wystarczyło skierować sprawę do Trybunału Konstytucyjnego, celem zbadania konstytucyjności sankcji karnej – jest ewidentnie niekonstytucyjna, bo znamiona czynu nie są jasne. Pozostałby martwy przepis z wyrwanym sercem (bez sankcji). Ale SN “popełnił” wypadek przy pracy.”
Mówiąc po polsku: pojęcie “prasa” jest bardzo szerokie i brak mu precyzyjnego określenia. Tymczasem, zgodnie z zasadą prawa karnego “nullum crimen sine lege certa” – żadnej kary, jeśli prawo nie jest jasne (tzn. jeśli nie precyzuje dokładnie jaka kara i za co). Sąd Najwyższy dostał pytanie prawne od sądu niższej instancji, czy strony internetowe podlegają rejestracji tak jak prasa – w tym wypadku chodziło o konkretny wypadek “Szycie po przemysku”. Pytanie to miało pomóc w rozstrzygnięciu czy redaktor tej internetowej publikacji, który jej nie zarejestrował, popełnił przestępstwo. SN odpowiedział, że podlegają rejestracji JEŚLI SĄ PRASĄ wg znamion ustawy. Sęk w tym, że ustawa właśnie nie precyzuje czym ta prasa jest. Sprawę powinien więc rozpatrywać nie tylko Sąd Najwyższy, tylko także (a może przede wszystkim) Trybunał Konstytucyjny. Bo to trybunał zajmuje się ocenianiem, czy prawo (ustawa) jest zgodne z Konstytucją (prawem wyższym), czy nie. A przepis karny, który grozi karą za czyn niejasno określony budzi wątpliwość, czy przypadkiem nie jest z prawem sprzeczny (nullum crimen sine lege certa). Obowiązek rejestracji byłby w rzeczywistości pustym sloganem, ponieważ nie można byłoby nikogo za niezarejestrowanie się ukarać, bo ustawa nie precyzuje co właściwie powinno być rejestrowane… Ponadto, ktoś chyba zapomniał, że w roku 1984, kiedy tę ustawę tworzono, internetu nie było, jakim prawem więc nagina się ją do czegoś, czego jej twórcy nie mieli na myśli?Pomijając jednak wszystkie meandry prawa, obawiam się tylko jednej rzeczy. Państwo polskie wykazuje się przerażającą indolencją jeśli chodzi o ściganie rzeczywistych przestępców: strona redwatch bawi się z organami ścigania w kotka i myszkę, pedofilski portal misiaczek śmieje się prawu w twarz. Tylko kiedy chodzi o czepianie się zwykłego obywatela, służby okazują się być bardzo skuteczne – a to wkroczą na teren akademika (notabene bez zgody rektora, czyli niezgodnie z prawem), a to zamkną Bogu ducha winnych tłumaczy, którzy ze swojej pracy nie czerpali żadnych korzyści… Łatwiej przymknąć studenta niż neofaszystów.
AKTUALIZACJA PONIŻEJ
***
Drugą niezmiernie fascynującą sprawą jest, tradycyjnie już, stosunek Kościoła do państwa i vice versa. Kardynał Dziwisz krytykuje Radio MaRyja, a premier broni jedynie słusznej radiostacji jak lew. O. Rydzyk organizuje spotkanie polityków. Mam strasznie dziwne wrażenie, że dostałam pomieszania zmysłów. Dlaczego, do licha ciężkiego, ksiądz wcina się w sprawy państwa, a polityk w sprawy Kościoła? Przecież to jakiś kompletny obłęd…
P.S. Zapomniałam się pochwalić, że Kot Behemot, jak to Kot Behemot przekracza wszelkie granice i wymyka się wyobraźni ludzi i polityków. Cytując mojego speca od prawa: “ciekawy problem kolizyjno – międzynarodowy się tu pojawia: prawu którego państwa podlega witryna, pisana po polsku przez obywatela polskiego, ale zamieszkałego za granicą, a umieszczona na serwerze państwa trzeciego;) Jeśli mówię, że problem ciekawy, to znaczy – dotąd w prawie polskim nierozwiązany;)” No teraz to już zostało to prawnie udowodnione – ja się nie mieszczę w żadnych normach!
P.S.2 A dzielni internauci walczą jak mogą o swoją niezależność. Kilku blogowiczów poświęciło ciężko zarobione 40 zł i udało się do sądu z prośbą o rejestrację ich twórczości jako czasopism. No to czekamy – jakby polskie sądy miały za mało pracy, to jeszcze sobie dokładają, tworząc kompletnie bezsensowne i puste prawa. (Może i faktycznie nie mają co robić, w kraju eldorado pod rządami jedynej słusznej partii, autostrady mamy lepsze niż niemieckie, stadion narodowy przyćmił Stade de France, pokopani chłopcy od piłki nauczyli się grać i przyjmować postawę do hymnu, a Edyta Górniak poznała melodię Mazurka Dąbrowskiego…).
AKTUALIZACJA
Dzięki dyskusji, który pojawiła się w komentarzach, posprawdzałam jeszcze kilka spraw i precyzuję. SN z dniem 26 licpa br orzekł iż strona www jest dziennikiem lub czasopismem, i jako taka powinna być zarejestrowana. Uzasadnienie orzeczenia nie zostało jeszcze opublikowane – na to trzeba poczekać do 10.09 – dopiero wtedy dowiemy się, z jakich powodów SN podjął taką, a nie inną decyzję.
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070905/prawo/prawo_a_4.html